Recenzja: Nascar 06: Total Team Control

Autor: Adam "Misiek" Woźny
Opublikowano: 17 stycznia 2006 r.

NASCAR 06: Total Team Control

EA Sports kojarzy mi się z typem takiego producenta i wydawcy, który ma w naturze tworzenie kolejnych części sprawdzonych produkcji kosztem graczy, chcąc od tychże wyciągnąć kolejne pieniądze. Z roku na roku zostajemy „obdarowani” a to kolejną FIFĄ z nową opcją, a to NBA z poprawioną grafiką czy też... Nascarem. Jednak w ostatnim z wymienionych przeze mnie przypadków sytuacja ma się nieco inaczej.

Edycja Nascara przeznaczona na rok 2006 nosi podtytuł Total Team Control, co ewidentnie przekłada się na kwintesencję rozgrywki oraz pokazuje, że EA, jeśli tylko ma ochotę, może wydać innowacyjny tytuł. Szkoda, że pomiędzy właśnie takowym na rynek trafiają kolejne dodatki do The Sims... Ekhm!

Już po pierwszych minutach obcowania z Nascar 06: Total Team Control czujemy, że mamy do czynienia z produktem z tzw. „wyższej półki”. Przede wszystkim wrażenie robi sam początek, czyli intro wprowadzające nas w fabułę a następnie pierwszy wyścig. Wprowadzający w scenariusz filmik przedstawia nam postać Jimmiego Johnsona, który bierze udział w tradycyjnym wyścigu, jednak pod koniec rywalizacji ulega wypadkowi (chcąc pomóc nijakiemu Jeffowi Gordonowi Jr). Oczywiście, żeby nie było zdziwienia, zrealizowana w sposób fenomenalny i klimatyczny cut-scenka dobiega końca a gracz, cóż...

Musi dociec o co chodzi. Na początku trudno się połapać, ażeby dociec, iż gra ,,chce", żebyśmy zrezygnowali z obecnego samochodu (dachującego) i rozpoczęli tytułową kontrolę. Wydajemy więc odpowiednie polecenie i zasiadamy za kółkiem jednego z jadących na czele wozów (dokładnie zajmującego drugie miejsce) i musimy rozpocząć gonitwę za prowadzącym. Jak z pozoru może się wydać, nie robimy tego w standardowy sposób. Gaz do dechy i kto pierwszy – co to, to nie. Odpada. „Control” ciąg dalszy. Możemy zrobić naprawdę wiele. Może nie to, co nam się żywnie podoba, aczkolwiek istnieje w sumie osiem opcji. Na przykład możemy któremuś z wozów na torze wydać komendę, ażeby przyblokował lidera stawki na tyle skutecznie, co byśmy mogli ukończyć wyścig na prowadzeniu. Oczywiście istnieje możliwość rozkazywania nie tylko za pomocą poszczególnych opcji w menu, poprzez użycie pada, ale także można podłączyć mikrofon i działać głosem.

Szkoda tylko, iż autorzy nie dopracowali systemu wydawania komend z poziomu menu. Nie ma czegoś takiego, że bezpośrednio z wyścigu wchodzimy do ustawień i tam decydujemy co ma się stać. Należy ominąć kilka działów menu i dopiero wówczas możemy coś zdziałać. Nie wydaje mi się to najlepszym rozwiązaniem zwłaszcza, gdy jedziemy w ważnym wyścigu i musimy zjechać wymienić oponę lub wykonać coś podobnego.

Oczywiście esencją rozgrywki jest tryb fabularny, czyli kariera, w której to rzecz jasna rozpoczynamy swoją przygodę z jeżdżeniem, jako kompletnie niewtajemniczony zawodnik. Wygrywając kolejne wyścigi wspinamy się po szczeblach naszej kariery, zdobywamy coraz to lepsze wyposażenie, wozy, a także – co bardzo ważne – walczymy o sympatię fanów. Od tego bowiem zależy również pojemność naszego portfela, gdyż za sprzedane gadżety kibicom też otrzymujemy stosowne wynagrodzenie.

Możemy skorzystać z możliwości wykreowania wg własnego widzimisię swojego kierowcy, a także jego wozu i dopiero wówczas, jako całkowicie nieznany zawodnik stajemy na torze. A na tychże – rzecz jasna – co najmniej szalenie. Autorzy zadbali, abyśmy nie narzekali na monotonię, dlatego też stworzono naprawdę pokaźną liczbę torów i wozów. Każda z dostępnych tras charakteryzuje się swoim specyficznym układem zakrętów, filozofią i innymi kwestiami. Natomiast poszczególne samochody, za których kierownicami zasiadamy, zachowują się przede wszystkim inaczej podczas, gdy kieruje nimi nasz amator zawodnik, a inaczej, kiedy zasiądziemy za ich kółkiem będąc już doświadczonym.

Jeśli jednak nie rajcuje Cię tryb kariery i mozolne docieranie do kolejnych wozów, zdobywanie uznania, to możesz skorzystać z jednego z pozostałych trybów, jakie przygotowano na tę ewentualność. I tak można wziąć udział w pojedynczym sezonie, wyścigach firmy Dodge i serii Nascar, ale co najciekawsze – trybie pucharowym. Tenże charakteryzuje się koniecznością wzięcia udziału w sezonie zasadniczym, w którym wcielimy się w postać jednego z zawodników z pierwszej dziesiątki zestawienia i weźmiemy udział w dziesięciu wyścigach, aż do końca sezonu.

Szczególnie złe wrażenie zrobiła na mnie grafika w grze. O ile jeszcze można zdzierżyć w miarę przyzwoicie wyglądające samochody, o tyle tekstury przedstawiające nam otoczenie są po prostu żenujące. Autorzy spóźnili się z jakością oprawy wizualnej o dobrych parę lat. Naprawdę, gdyby nie fakt, że to TTC, a nie standardowe wyścigi, każdy by odłożył grę na półkę po kilku minutach, bo po prostu momentami aż piksele rażą po oczach. A szkoda, bo widać, że twórcy posiadają niemałe umiejętności. Świadczy o tym chociażby fakt stworzonego intro, w którym wszystko jest dopieszczone tak, że aż miło popatrzeć.

Nascar 06: Total Team Control to udana gra, aczkolwiek nie zaryzykowałbym stwierdzenia, iż wybija się ponad przeciętność. Z jednej strony otrzymujemy wpływającą niesamowicie na grywalność możliwość działania w zespole i wydawania komend głosowych. Natomiast z drugiej widać, iż twórcy skupili się głównie na tytułowym elemencie zespołowej kontroli, ponieważ zaserwowali nam niezwykle przestarzałą oprawę wizualną i niestety niezbyt wpadającą w ucho ścieżkę dźwiękowa. Miejmy nadzieję, iż te elementy zostaną dopracowane w przyszłym roku i z czystym sumieniem będę mógł wystawić „ósemkę”, albo jeszcze wyższą notę. A tak, cóż... Adekwatnie do przedstawionego stanu rzeczy – „siedem”.

Adam "Misiek" Woźny