Recenzja: Catwoman

Autor: Harpen
Opublikowano: 16 września 2004 r.

Catwoman - recenzja

Catwoman, czyli przyzwoicie zapowiadająca się produkcja...

Znów rozczarowanie, a przecież zapowiadało się tak dobrze - niemalże równoczesne wypuszczenie gry i filmu o tytule Catwoman, miało dać Electronic Arts dość duży zarobek, a nam - graczom i kinomaniakom, olbrzymią satysfakcję. Jednak przez nieudolność programistów, po raz kolejny powstały twory jedynie przeciętne...

Niestety okazała się klapą...

Na Catwoman (zarówno grę, którą w tym tekście zrecenzuję, jak i film) czekaliśmy z niecierpliwością, mając przy tym na uwadze, że niedługo po premierze na horyzoncie pojawi się Spider-Man. Kiedy piszę te słowa, druga część przygód człowieka-pająka dopiero wchodzi do kin, a gra (Jakżeby inaczej - jak jest film, to musi być i gra, niezależnie od marki. Gdzie jest Nemo, Mój Brat Niedźwiedź, Shrek - jeszcze tylko pecetowej wersji Rogate Ranczo brakuje!) nie zbiera zbyt wysokich not (w okolicach 40%). Ach ta komercja...

Zwykła zręcznościowa platformówka

Catwoman to nic innego, jak czysta platformówka. Rzecz jasna z elementami zręcznościowymi, długą historią motywu Kobiety-Kota i jakąś tam fabułą. W grze wcielamy się w postać... „Catwoman!!!” - słyszę głosy na sali... Tak, macie rację. Jasne, a jakżeby inaczej, ale dajcie mi coś powiedzieć. Kobieta-Kot, to nie kto inny (nie kto inna... - tak może będzie lepiej) jak Patience Philips (w filmie postać tę kreuje jakże seksowna i cyca... kształtna Halle Berry).

Niestety - od tego momentu musimy przejść do mniej ciekawej części recenzji. Od razu (zanim zacznę wytykać grze wady) powiem wprost, że niemalże każdą minutę, jaką spędziłem z tą produkcją, uważam za... straconą. Ale od początku...

Dlaczego zainstalowałem tę grę?

Pewnego letniego wieczoru redaktor Harpen (z racji obowiązku) postanawia zainstalować Catwoman. Będąc w pełni optymistycznym nastroju wkłada nośnik numer jeden do napędu i rozpoczyna instalację. Po upłynięciu jakichś pięciu minut i zcrackowaniu gry.. tfu... to nie ten tekst... Po pięciu minutach strudzony tester uruchamia Catwoman, a jego oczom ukazuje się logo producenta itd. itp., a następnie menu. Bardzo niewygodne i mało funkcjonalne - lepiej, gdyby logo Catwoman i Patience nie zajmowali tyle miejsca na ekranie, a opcje w menu nie były umieszczone aż tak na dole. Wtedy byłoby wygodniej, ale co zrobić... Będąc jeszcze w optymistycznym nastroju (aczkolwiek poziom mojej życzliwości zmniejszał się wraz z ukazywaniem mi przez grę jej kolejnych aspektów) kliknąłem na NEW GAME i moim oczom ukazało się... Powinno oczywiście intro, ale najpierw program, za pomocą literek :P, przekazał mi, jakie tricki są możliwe w tej scenie (w Catwoman nie ma misji czy etapów, tylko całość podzielona jest na 11 scen)... Dopiero potem pojawił się filmik wprowadzający. Trochę namotałem. Wróćmy do sztuczek, jakie możemy wykonywać.

Tricki, sztuczki, wygibasy

Pierwsza z nich, to Wild Cat - oznacza to mniej więcej tyle, że w trakcie sceny możemy pozbyć się przeciwnika poprzez kopnięcie go w taki sposób, aby ten wylądował na przykład na stercie papierów lub w jakimś koszu czy czymś takim. Ciekawe jest, że jeśli porządnie nastukamy wrogowi (np. na samym początku gry policjantowi), to ten po pewnym czasie zmienia się w żółtego ludka i sam wskakuje w kontener zamykając się w nim - to przykład drugiego tricku, o nazwie Scaredy. Najczęściej wykonujemy go wtedy, gdy nie możemy zrobić tak, aby przeciwnik wpadł na jakiś regał w pomieszczeniu lub śmietnik na otwartym terenie. Kolejna „popisówa” to Alley Cat - jest to nic innego, jak niebezpieczne „przemieszczanie się” z jednego drążka na drugi na wysokości, bo ja wiem, kilku ładnych metrów. Co jak co, ale jednak to ostatnia sztuczka jest zarazem najtrudniejsza, jak i najefektowniejsza. Mianowicie mam na myśli Pussycat - tutaj Catwoman do „pokonywania” swoich wrogów nie używa ani bicza, ani tym bardziej swoich umiejętności walki wręcz - korzystając ze swojego osobistego uroku, żeby nie powiedzieć sex appeal’u, eliminuje nieprzyjaciół. Za wykonanie każdego „hokus-pokus” dostajemy specjalne punkty, które następnie program „przemienia” na pieniądze (dolarrry!), za które (po każdej scenie) możemy kupić to i owo.

Panie kurierze, odwiedził pan po drodze aptekę?

Dla tych bardziej niecierpliwych graczy, w paczce z grą powinno dostarczać się jakiś porządny lek na uspokojenie nerwów - bowiem to, co wyprawia chwilami kamera jest po prostu śmieszne. Wyobraźcie sobie moment, w którym musicie wdrapać się na ścianę i skoczyć gdzieś tam, a ta „wspaniała” kamerka ustawia się w taki sposób, że za cholerę nic nie widać i trzeba grać na tzw. „czuja” - nie wróży to nic dobrego, gdyż możemy spaść z samego szczytu jakiegoś olbrzymiego wieżowca i musimy wchodzić po wszystkich ścianach (zdzierając pazurki naszej pani Kot) jeszcze raz. Gdyby nie te błędy, gralo by się naprawdę przyjemnie, chociaż to i tak tylko zwykła, nieco dynamiczna gra zręcznościowa.

Fajna du... Nieźle dziś wyglądasz :P

Aż dziw bierze, ale gdy po raz pierwszy zobaczyłem pecetową Catwoman z bliska, stwierdziłem bez mrugnięcia okiem, że naprawdę babka jest seksowna i w ogóle, a co więcej wygląda zupełnie tak samo jak Halle Berry w filmie. Szok pozytywny, ale niestety doznałem też wstrząsu negatywnego - pozostała grafika nie jest najwyższych lotów. Postacie nie są zbyt wyraźne, otoczenie również... Wszystko wygląda po prostu tak sobie i widać, że programiści największy wkład pracy włożyli w wygląd tytułowej (głównej) bohaterki. A najlepsze jest to, że ona biega i skacze po tych wszystkich „drapaczach chmur” i nie tylko, na dość pokaźnym obcasie (!).

Adresat nieznany

Jak już wspomniałem, Catwoman to nic innego, jak najzwyklejsza platformówka 3D, w sumie nie wiadomo do kogo adresowana. Z jednej strony jest to opowieść o seksownej i czarującej kobiecie, co powoduje, że produkt nie nadaje się dla dzieci; natomiast z drugiej, nasza bohaterka walczy z hordami wrogów, pojawia się w grze dużo przemocy, jednak w grze nie zobaczymy nawet kropli krwi - sprawia to, że dorosłym produkt do gustu nie przypadnie. Oprócz tego fabuła, będąca tylko dodatkiem, po pewnym czasie schodzi na dalszy plan, a gracz skupia się tylko na tym, żeby odpowiednio wciskać klawisze i iść we właściwą stronę. Co więcej, program cały czas podpowiada, gdzie należy się udać, a wszystko dzięki (bardziej mi tu pasuje słowo „przez”) specjalnemu trybowi polowania - po przytrzymaniu klawisza CTRL całość obserwujemy z oczu głównej bohaterki i widzimy (za pomocą specjalnego podświetlenia), jakie przedmioty możemy wykorzystać i gdzie mamy iść dalej. Uważam, że takie rozwiązanie jest z jednej strony dobre, gdy niedoświadczony gracz gubi się, a z drugiej strony złe, dlatego że ci bardziej zaawansowani użytkownicy mogą uważać tę opcję za niepotrzebne ułatwienie. Niestety trybu polowania nie da się wyłączyć w opcjach, aczkolwiek po prostu możemy go nie używać.

Oni nie powinni spartolić, nie powinni...

Sterowanie, podobnie jak kamera, to wielkie niedopatrzenie. W takiej grze powinno być trochę intuicyjne i łatwiejsze, a tutaj naprawdę trzeba wiedzieć co po kolei nacisnąć. Na szczęście - lub i nie - na ekranie pojawiają się instrukcje, które mówią nam jakich „kontrolerów” należy po kolei użyć w danym momencie.

Kilka słów od strudzonego i znudzonego recenzenta

Catwoman oczekiwałem z wielką niecierpliwością i niestety bardzo się na tej grze zawiodłem, miałem także zamiar obejrzeć film, ale po tym co zobaczyłem na ekranie monitora, szkoda mi nawet 15 zł na bilet do kina - poza tym pojawiły się już pierwsze recenzje produkcji z dużego ekranu. Delikatnie mówiąc, nie są one zbyt pozytywne, a przecież w produkcję Catwoman (filmu) zainwestowano naprawdę olbrzymią sumę pieniędzy, większą nawet na szczęście, niż w stworzenie gry, której tak naprawdę nie polecam nikomu, poza tymi, którzy chcą popatrzeć na wdzięki Patience. Ale czy jest sens oglądać w akcji komputerową Kobietę-Kot za ponad 130zł (tyle kosztuje gra w sklepie)? Bez komentarza...


Harpen