Recenzja: Star Wars: Battlefront II

Autor: Jakub "Fan_SW" Grzęda
Opublikowano: 9 stycznia 2006 r.

Star Wars Battlefront II - recenzja

Gry spod znaku Star Wars mają w moim sercu szczególne miejsce. Jestem przecież wielkim fanem Sagi Georga Lucasa. W każdej z nich widzę coś ciekawego, choć są i takie, które po prostu odstraszają. Będąc jednocześnie recenzentem serwisu gry.mocny.com, muszę być jak najbardziej obiektywny i nie mogę faworyzować żadnej gry z charakterystycznym logo Star Wars na okładce. Będę tego przestrzegał. Cieszę się jednak, że Battlefronta 2 mogę praktycznie tylko chwalić – to świetna gra.

Dwa lata temu, w roku 2003 ukazała się zapowiadana na rewolucyjną gra Star Wars Battlefront. Był to pierwszy produkt ze stajni LucasArts z akcją osadzoną w świecie bohaterów i złoczyńców walczących wśród gwiazd (nie tylko ekranu), przeznaczony głównie do gry w trybie multiplayer. Galaxies to zupełnie inna historia – MMORPG, w którym trzeba słono płacić za abonament to zgoła odmienny sposób rozrywki. Na polu sieciowych strzelanek utarte pozycje zajmował między innymi Battlefield 1942. Właśnie do tej gry – shootera z akcją podczas Drugiej Wojny Światowej Battlefront był porównywany. Nie tylko z powodu zbieżności nazw – system rozgrywki był bardzo podobny i w obu równie lekki. Niestety przez kilka mało ciekawych rozwiązań, nierównych szans poszczególnych frakcji i naciągany tryb dla pojedynczego gracza, Battlefront nie był oceniany najwyżej – ode mnie dostał (lekko naciągniętą…) ocenę symbolizowaną cyferką 8. Battlefront 2 jest przynajmniej dwa razy lepszy. Niestety, redaktor naczelny nie pozwolił mi wystawić grze 16 oczek argumentując, że kod strony na to nie pozwala…

Zdobycie gry zajęło mi sporo czasu i nerwów. Do tego jeszcze zamieszanie w sprawie premiery – miała być miesiąc po światowej, ale spolonizowana, a niespotykanie była dostępna kilka dni wcześniej, w oryginalnej wersji za niespotykaną dziś cenę – 249 zł (na stronie LEMu). W najlepszej cenie, jaką znalazłem gra i tak kosztowała kupę kasy – 189 zł. Przez to traci ona na popularności, co mnie bardzo smuci – bo warto ją mieć, a każdy fan, albo chociaż miłośnik Sagi Star Wars wręcz powinien dodać ją do swego zbioru. Jeszcze przed instalacją z płytki DVD obejrzałem załączony trailer nadchodzącej gry RTS – Empire At War.

Menu „dwójki” różni się od części pierwszej Battlefronta znacząco. Nie ma już sterylnej czystości, wesolutkiego niebieskiego tła – za podkład służą ręczne rysunki i szkice. W połączeniu z pompatyczną muzyką Johna Williamsa daje to świetny efekt. Utwory zmieniają się co jakiś czas, a ich repertuar już w menu jest duży. Przez nieśmiertelny i idealny Imperial March, niewiele gorsze Duel of the Fates, aż do wyśmienitego Battle of the Heroes z Epizodu III. Ciekawa opcja – po kliknięciu na przycisk minimalizacji w prawym górnym rogu gry można wyjść do Windowsa, nie wychodząc z rozgrywki. Mała rzecz, a jakże przydatna. Ilość dostępnych zakładek także powoduje uśmiech na twarzy. Na początku wybrałem Instant Action, aby jak najszybciej wejść w świat gry. Jak Gwiezdne Wojny kocham – opadła mi szczęka! 24 różne mapy – w tym 6 z akcją w kosmosie. Druga rzecz – różne tryby rozgrywki! Już nie tylko Conquest, ale jeszcze Capture the Flag (w wersji z jedną, lub dwoma flagami), Assault, tajemnicze XL i Hunt. Na wielu mapach jest możliwość gry w jednej z dwu epok – podczas Wojen Klonów (Epizody I - III) i Galaktycznej Wojny Domowej (Epizody IV – VI). W sumie daje to (bagatela) 89 kombinacji!! To nie wszystko – jest jeszcze Campaign i tryb Galactic Conquest. Istny zawrót głowy, ale po kolei…

O trybach słów kilka

Conquest, podobnie jak w części pierwszej, to zajmowanie punktów na mapie i pilnowanie ich. Po 20. sekundach od przejęcia wszystkich, lub po śmierci posiłków wroga następuje zwycięstwo. Capture The Flag to tryb, w którym flagę należy zanieść do wyznaczonego miejsca na terenie przeciwnika i zdobywać za to punkty. Po uzyskaniu określonej ich liczby następuje zwycięstwo jednej z frakcji. Dostępna jest albo jedna, albo dwie flagi – zależy od mapy. Assault (tylko dla walk w kosmosie) polega na przejęciu punktów kontrolnych na okręcie wroga przez abordaż. XL to najbardziej „filmowy” tryb – na Geonosis, Hoth i Kashyyyku walczą, aż do wybicia się w pień, wielkie armie. Najlepiej wygląda to na Hoth – dzięki dokładnie odwzorowanej mapie i setkach walczących żołnierzy można poczuć się prawie jak w Imperium Kontratakuje – podczas obrony/ataku Bazy Echo. Najbardziej innowacyjny jest tryb Hunt – daje też najwięcej uśmiechu na ustach, dlatego omówię go szczegółowo. Dostępny jest tylko na niektórych mapach i polega na walce jednej ze „standardowych” armii – Imperium, Rebelii, Armii Republiki i Separatystów z miejscowymi istotami. I tak: na Naboo Droidy Separatystów (lecz tylko Super Battle Droid) walczą z Gunganami (dwa warianty kolorystyczne), dysponującymi energetycznymi kulami, na Geonosis klony (tylko Snajper) walczą z Geonosianami z ich bronią dźwiękową, na Kashyyyku Separatyści (Magna Guardy) walczą z rosłymi Wookie (dwa rodzaje uzbrojenia) i słynny Endor, gdzie ścierają się Imperialni Scouttrooper z miśkowatymi Ewokami. Najciekawiej jest jednak na Tatooine w Mos Eisley, gdzie Tuskenowie (dwa warianty uzbrojenia) walczą z dzielnymi Jawami i Hoth, gdzie na bazę Rebeliantów (tym razem wszystkie jednostki Rebelianckie mogą walczyć) najeżdżają… Wampy!! Ograniczenie niektórych armii ma na celu zwiększenia szans miejscowych istot, choć ich główną bronią jest ilość, a nie uzbrojenie. Na planszy w Mos Eisley czeka najmilsza niespodzianka – bohaterowie z obu stron walczą ze sobą. Można wcielić się w Chewbaccę, Leię, Yodę, Grievousa, Imperatora czy Darth Maula. Do tego wszystkiego dwa znakomite utwory z filmów, które są już prawdziwymi rarytasami. Takiej ilości i jakości trybów brakowało w części pierwszej. Urozmaicenie sprawia, że Battlefront 2 jest strasznie bliski ideału strzelaniny sieciowej. Uff, to tylko Instant Action!

Kampania rzuca nas w wir walki jako członka „501st” – legendarnego Legionu 501, oddziału do zadań specjalnych, znanego po wydarzeniach z Epizodu III jako Vader’s Fist. W formie retrospekcji trzeba wykonać poszczególne zadania na przestrzeni całej Galaktyki. Głos narratora – Tamuera Morrisona, który w filmach grał klony, nasycony jest silnymi emocjami. Potrafi okazać dumę po zwycięskiej bitwie, smutek po stracie połowy Legionu i zemstę na wrogu. Przed misjami odtwarzane są krótkie urywki filmowe, który wprowadzają świetny nastrój. Misje co prawda rozgrywają się na planszach znanych z Instant Action, ale nie o to tu chodzi. Przez cały czas zmieniają się cele i mieszają się tryby. Oto przykład – misja na Rebelianckim okręcie Tantive IV, szturm wojsk Imperialnych. Zaczynamy tak, jak w filmie, szturmując korytarz, potem trzeba zdobyć mostek, zniszczyć komputery, silniki, a na końcu znaleźć księżniczkę Leię. W trakcie gry pojawia się możliwość walki Darthem Vaderem. To nie jedyna filmowa misja – jest jeszcze szturm na Świątynię Jedi, Bitwa o Hoth i inne, a wszystkie równie ciekawe. Dzięki urozmaiceniom, zmieniającym się zadaniom – najpierw coś zdobyć, potem przenieść przedmiot, bronić części planszy przez określony czas, zlikwidować jednostkę i zniszczyć jakieś urządzenie, ale także postaciom – jest misja, gdzie gramy jako sam Boba Fett, albo Jedi, kampania jest cudowna. Dzięki niej można poznać mapy do rozgrywki sieciowej, ale przede wszystkim dostarcza ona mnóstwo przyjemności.

Dwie największe nowości w grze to grywalni Jedi/Sith i misje w kosmosie. Oba są wyśmienite. Możliwość gry wojownikiem władającym Mocą nie jest dostępna cały czas, gdyż to zbyt potężny bohater. Pojawia się Yoda, Ki-Adi-Mundi, Skywalkerowie, Darth Vader, Darth Maul, Hrabia Dooku i kilku innych, a każdy ma unikalne możliwości. Wszyscy jednak potrafią biegać w zawrotnym tempie, skakać na duże wysokości, wymachiwać z wprawą mieczem, rzucać i pchać dzięki Mocy. Każdy walczy swoim stylem, dysponuje różną gamą ruchów i kombosów. Ayla Secura ma dwa miecze świetlne, Darth Maul ma za to podwójny – na to też nie można narzekać. Jednak są nie tylko władający Mocą, ale jeszcze Jango i Boba Fett z wyrzutniami rakiet, miotaczem płomieni i plecakiem rakietowym. Kierowanie nimi jest proste i jakże przyjemne. Wprowadzenie tych postaci to mądry krok – choć potężne i strasznie grywalne, to jednak zrównoważone i nie burzące równowagi poszczególnych frakcji. Inna sprawa – bitwy kosmiczne. To ich najbardziej brakowało w części pierwszej. Cóż to za przyjemność zasiąść w myśliwcu przechwytującym TIE Interceptor i po kolei eliminować Rebelianckie myśliwce, albo w TIE Bomberze wysadzać poszczególne systemy statku wroga, takie jak osłony czy systemy podtrzymywania życia! System lotu jest prosty – tak samo jak postacią, można obracać się wokół osi równie prosto. Są także ruchy specjalne, jak np. gwałtowny skręt, czy zawrócenie. Można też wcielić się w komandosa, dzięki transportowcom dokonać abordażu i demolować wrogą jednostkę od środka! A tych jest po cztery dla każdej frakcji (bombowiec, myśliwiec wielozadaniowy, myśliwiec przechwytujący i transportowiec), co daje niemałą liczbę. Do tego dochodzą większe jednostki – korwety, frachtowce i duże okręty liniowe. Brakuje mi natomiast naziemnych misji z wykorzystaniem jednostek latających, zwłaszcza, że w części pierwszej gry występowały takie. Zaliczam to jako nieznaczny minus, do poprawki w dodatku. :-)

Oprócz postaci specjalnych różnych dla różnych map i misji występują także szeregowe jednostki. Tu także poczyniono znaczne zmiany względem części pierwszej. Imperialny Dark Trooper ma nową, energetyczną broń, Rebelianci wreszcie doczekali się silnych jednostek – Wookie są wytrzymalsi, a całkowicie nowi Bothanie mają urządzenia maskujące, pozwalające zniknąć na jakiś czas. Nie mogę jednak używać w tym czasie broni, ale mogą podkraść się za plecy wroga. Armia Konfederacji dysponuje teraz Magna Guardem – na wzór znanego z Epizodu III skocznego droida z wyrzutnią rakiet. Największe zmiany poczyniono w Armii Republiki – wszystkie jednostki wyglądają teraz jak w Epizodzie III, a pojawił się całkowicie nowy dowódca.

W grach LucasArts zarówno udźwiękowienie jak i muzyka zawsze stoją na najwyższym poziomie, w Battlefront jest jednak lepiej niż gdziekolwiek do tej pory. O ile dźwięki ciężko ocenić – są, brzmią dobrze, filmowo i wprowadzają pewien rodzaj realizmu, o tyle z muzyką już spokojnie można powiedzieć, ze wybrano najlepsze kawałki. Jest ich multum, są różnorodne, na każdej planecie inne, zgodne z filmem motywy. Dodatkowo dwa bardzo rzadkie utwory – z barki Jabby i sceny kończącej Powrót Jedi, które w Special Edition zostały usunięte. Jak ulał pasują do klimatu zwariowanej walki wszystkich bohaterów na raz. Nie będę jednak chwalił za to kompozytora Johna Williamsa, tylko twórców, bo to oni wsadzili tam te utwory!

Battlefront II to najlepsza strzelanka z Gwiezdnych Wojen i bardzo dobra gra w ogóle. Pozwala przeżyć niesamowite bitwy Sagi Star Wars i wciąga na długie godziny – tym różni się od części pierwszej. Nie zasługuje jednak na najwyższą notę, chociażby z powodu nie najlepszej grafiki, choć w niczym to nie przeszkadza, a daje dostęp do gry posiadaczom słabszych sprzętów. Szczerze mówiąc (pisząc), Battlefront II nie dostanie ode mnie najwyższej oceny dlatego, że zespół redakcyjny gry.mocny.com się na to nie zgadza. Sam zresztą miałbym pewnie potem z tego powodu wyrzuty sumienia. Battlefront II dostaje więc nie tylko ocenę 9, ale także moją gorącą rekomendację!!

Jakub "Fan_SW" Grzęda