Wielki minus za to kopiowanie i brak własnej inwencji, bowiem sądzę, że pomysł na taką grę był bardzo dobry, ale wykonanie fatalne. To, że gra kierowana jest do młodszego użytkownika nie znaczy, że można go olać totalnie; przeciwnie, młodszy gracz jest jeszcze bardziej wymagający i nie da sobie wpychać kity, jak to próbują często różni producenci gier dla dzieci. Jednym słowem nie podoba mi się niedocenienie małych ludzi – mimo to uważam, że to im najbardziej spoboba się Pop Life, szczególnie początkującym graczom. To może być niezła odskocznia w The Sims w przyszłości, które choć atakowane z wielu stron są o niebo lepiej wykonane.
Gdyby Pop Life miał swój pomysł, ale poziom wykonania wyższy o kilka pięterek to polecałbym grę każdemu. Niestety zmarnowano ciekawostki – koncert i jego organizacja mógłby być silną pozycją, tymczasem poza wybraniem kroków czy efektów pozostaje oglądanie występu, który wygląda wręcz fatalnie – przez grafikę i kicz, a nie przez nikłe umiejętności gracza. Jeżeli chcesz kupić dziecku Pop Life nie będę szczególnie odstraszał, albowiem sam musiałbym posadzić jakiegoś młodzieniaszka i poprosić o bardziej obiektywną ocenę, tym bardziej, że temat jeszcze bardziej może zadziałać na bogatszą przecież wyobraźnię dzieci. W takim przypadku proponuję dodać dwa (aż dwa) punkty do mojej oceny końcowej. Jeśli jednak siedzisz w grach już kilka lat, wolisz DOOMa czy nawet The Sims 2, to gorąco nie polecam.