Na początku był Commandos, mały, niepozorny prekursor nowego nurtu - gier taktycznych. Widok izometryczny, który na początku wprowadzał trochę zamieszania, szybko okazał się być świetnym rozwiązaniem. Od tamtego czasu namnożyło się sporo gier czerpiących, a raczej próbujących czerpać, to co najlepsze ze świetnej produkcji programistów z Pyro Studios. Trochę czasu minęło i niemiecka firma Spellbound wypuściła na rynek kolejną grę mającą stać się hitem na miarę Commandosa. Minęło jeszcze więcej czasu i ów pozycję, wydaną już w serii Nowa Extra Klasyka, dostałem w swoje łapki i jedyne, co o tej produkcji wiedziałem, to że na pewno nie będzie mi zwalniać. Tak więc, czy Desperados: Poszukiwany Żywy lub Martwy jest godne swojego protoplasty i czy warto jeszcze zainteresować się tą pozycją? No cóż, aby się tego dowiedzieć, trzeba przeczytać poniższy tekst lub chociaż zapoznać się z ostatecznym werdyktem, choć ten ostatni sposób polecałbym tylko wyjątkowym leniuchom.
Dawno temu w Ameryce…
Dziki Zachód, a dokładniej Nowy Meksyk, a jeszcze dokładniej zabita dechami mieścina o nazwie El Paso. Dorzucę jeszcze, że jest rok 1881 i już wiadomo, jakie klimaty nam się szykują. Pośród tumanów kurzu wzbijanych przez galopujące konie i wyschniętych krzaczków toczących się po pustynnych bezdrożach jest on – John Cooper, ostatni sprawiedliwy, rewolwerowiec, który wraz ze swoimi kompanami ma za zadanie złapać złych ludzi - żywych lub martwych. Nasz bohater wraz z piątką speców od materiałów wybuchowych, broni i kilku innych przydatnych „nauk ścisłych” ma jeden problem do rozwiązania – napady na pociągi. Cooper jest łowcą nagród i postanawia zdobyć nagrodę pieniężną od lokalnej firmy kolejowej, która to właśnie pada ofiarą zbójnickich napadów. Niestety szybko okazuje się, że nic nie jest takie proste, jak wygląda i szybko nasz bohater zostaje wplątany w sidła intrygi i pozostaje mu tylko jedno – wraz ze swoimi kompanami -rozprawić się z gangiem El Diablo i dorwać jego szefa, żywego lub martwego.
Commandos na dzikim zachodzie?
Desperados to gra z elementami strategii i taktyki, w której do naszej dyspozycji jest 25 rozbudowanych misji, które pozwolą nam na zarwanie kilku nocy, by ukończyć grę. Zadania, jakie będziemy mieć do wykonania można podzielić na kilka rodzajów – infiltracja wrogich terenów, misja ratunkowa i ucieczka z zasadzki. Infiltracja i ucieczka mówią same za siebie, a co do misji ratunkowych, to polegać one będą na odnalezieniu i uratowaniu naszego towarzysza, który dalej będzie z nami kontynuował krucjatę przeciwko przestępcom. Cała kampania jest oczywiście liniowa, więc każda nasza misja musi być wykonana. Na szczęście mamy możliwość wyboru, w jaki sposób wykonać powierzone nam zadanie. Można używać umiejętność skradania się naszych bohaterów lub po prostu zrobić na planszy jedno wielkie piekło. Tyle zależy od nas. Oczywiście o wiele ciekawszym sposobem na przejście gry jest użycie głowy, niż nadwerężanie palca wskazującego i męczenie myszki.
Aby jednak przydzielone nam zadania wykonać w miarę cicho, trzeba znać możliwości naszych towarzyszy, których będziemy poznawać w miarę rozwoju gry. Główny bohater, czyli Cooper, ma rewolwer, nóż i grającą zabawkę. Wiadomo do czego służy rewolwer i nóż. Jedno „załatwia sprawę” głośno, drugie cicho. Co do kieszonkowej zabaweczki, to można ją nastawić tak, by grała melodyjkę i tym samym przyciągnęła ciekawskich wrogów w dane miejsce. Takie przedmioty mają wszyscy nasi kompani, którzy posiadają także swoje własne, unikalne cechy przydatne w walce. I tak oto jedni potrafią związać nieprzytomnych wrogów, by już nam więcej nie przeszkodzili, inni z kolei znać się będą na otwieraniu zamków, używaniu ładunków wybuchowych, czy odwracaniu uwagi przeciwników różnymi ciekawymi sposobami. To tylko niektóre cechy postaci, którymi będziemy mogli kierować.