Są takie gry, które na stałe wchodzą do kanonu rozrywki elektronicznej. Wyróżniają się na tle innych i potrafią zjednać sobie ogromne rzesze wiernych fanów. Serią, która z pewnością należy do takiego gatunku i jest jednocześni jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie to seria Worms. Chyba każdy słyszał o tych pociesznych małych robalach, wysadzających w powietrze siebie i całe otoczenie. Niesamowita atmosfera towarzysząca otoczce gry, ogromny arsenał broni i banalny w obsłudze interface przykuwały do monitorów na długie godziny. Rozgrywki wieloosobowe dostarczały niezapomnianych emocji, kiedy to razem ze znajomymi toczyło się wielogodzinne batalie. Wszyscy czekali na kolejne odsłony "Robali" i cieszyli się jak dzieci, kiedy dostawali w swe ręce kolejne części. Całkiem niedawno twórcy gry zdecydowali się na ryzykowny zabieg, przeniesienie jej w trzeci wymiar. Zdecydowanie nie wyszło to serii na dobre. Wiele niedoróbek spowodowało, że Worms 3 nie odniosło miażdżącego sukcesu. Sytuacji nie poprawiła również kolejna część: Worms: Forts Under Siege, która okazała się być dziwną i dla części graczy zupełnie niezrozumiałą produkcją. Tak to wyglądało do tej pory. Czy więc nowa gra ze stajni Codemasters będzie w stanie przywrócić wielkość serii? Oto nadchodzą Worms 4.

Zacznijmy od początku. Główną opcją rozgrywki jest historia. Jest to fabularna opowieść prowadząca nas przez 25 misji w 5 mini kampaniach. Warto również wspomnieć, że tym razem oprócz totalnej destrukcji, będziemy również zmuszeni do skakania, myślenia i zbierania przeróżnych pierdół, aby część zadań ukończyć. Dowodzimy w niej grupą Robaków, które sami stworzyliśmy (dobierając oczy, włosy, głos etc.), lub gotową drużyną. Przed rozpoczęciem właściwej rozgrywki możemy również przejść składającego się z trzech misji samouczka. Poza tym dostępne tryby to: Szybka gra (chyba nikomu nie muszę tłumaczyć, o co chodzi), Wyzwania, w których sprawdzamy się w określonych zadaniach, takich jak strzelanie ze snajperki. Następnie mamy grę wieloosobową (chyba esencja każdej części robaczej serii), w której to wraz ze znajomymi dane nam będzie uczestniczyć w wielu deathmatch'ach i innych trybach rozgrywki (a zapewniam, że jest ich bardzo dużo). Dostępna jest również możliwość zabawy sieciowej, ale szczerze mówiąc, wolę tę grę w konfiguracji Worms+trzech kumpli+zgrzewka piwa*. Jedziemy dalej. W czwartej części gry dostaliśmy możliwość kreowania własnych broni oraz trybów zabawy. Nie jest to jednak opcja zbyt rozbudowana, ogranicza się jedynie do ustalania komponentów broni, ustalania czasu gry itd. W produkcji znajdziemy również salę z trofeami, które zdobywamy przez spełnianie w grze odpowiednich wymagań (swoją drogą, są cholernie trudne). Ostatnią rzeczą w menu jest sklep z przedmiotami. Za zgromadzone w czasie gry pieniądze możemy tu nabyć dodatkowe mapy, arsenał, czy też komponenty służące do tworzenia nowych robali.