Recenzja: The Moment of Silence

Autor: Sebastian "jedi_alan" Kędzierski
Opublikowano: 28 grudnia 2005 r.

The Moment of Silence - recenzja

Jednym z gatunków gier komputerowych, który niestety ostatnimi czasy zanika jest przygodówka. Wydawcy raczej skupiają się na tytułach, zawierających więcej akcji, niż na starych dobrych grach przygodowych. Widać, że społeczeństwu daje się produkty, które nie wymagają myślenia. Niemieckie studio House of Tales Entertainment GmbH, znane między innym ze stworzenia świetnego produktu pod tytułem: „Mystery of the Druids”, właśnie wydało kolejny program. Przysłowie uczy, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła i właśnie głównie na nim opiera się ich najnowszy produkt, czyli „The Moment of Silence”.

Peter Wright jest zwykłym mieszkańcem Nowego Jorku. Właśnie wprowadził się do nowego mieszkania w Brooklynie. Życie przyniosło mu ostatnio wiele bólu. W wypadku lotniczym zginęła jego rodzina, a jego najbliższa przyjaciółka to postać poznana w sieci. Peter pracuje w jednej z rządowych firm nad projektem „Freedom of Speech”. Głównym jego założeniem jest pozwolenie na całkowitą inwigilacje społeczeństwa, pod przykrywką działań przeciwko terrorystom. Niestety, nasz bohater nie potrafi sobie uświadomić, o co tak naprawdę chodzi w tym przedsięwzięciu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wydarzenia z 29 września 2044 roku. Gra jest przykładem na to, że nie warto wtrącać się w nie swoje sprawy. Wright popijał sobie spokojnie whiski, gdy usłyszał jakieś głosy dobiegające z dołu. Z ciekawości zajrzał przez wizjer, co się dzieje na korytarzu i stał się świadkiem aresztowania swojego sąsiada, o ciekawym nazwisku Oswald (czyżby z rodziny L.H.Oswalda?). Kierując się nie wiadomo jakim instynktem, postanawia on porozmawiać z żoną zatrzymanego oraz policją. Dzięki zdobytym informacjom, natrafia on na ślad intrygi, która zmieni całkowicie jego pogląd na życie i otaczającą go rzeczywistość.



Produkt ukaże nam dwanaście dni z życia Petera. W ciągu tego krótkiego czasu poznamy kawałek świata. Nasz bohater zwiedzi futurystyczny Nowy Jork, powędruje na stację kosmiczną i zobaczy, co słychać na zimnej Alasce. Jedno jest pewne - lokacje zachwycają. W każdym zwiedzanym przez nas miejscu widać, że graficy włożyli część serca w swoją pracę. Oprawa wizualna zachwyca. Już na samym początku filmik, który jest wprowadzeniem, utwierdza w przekonaniu, że grafikę robili profesjonaliści. Każda z narysowanych lokacji ma swój charakterystyczny wygląd. Poruszanie się po świecie odbywa się przy użyciu klasycznego systemu point’n’click, czyli sprawdzony i według mnie najlepszy sposób prowadzenia rozgrywki w grze przygodowej. Niestety, irytuje powolność Petera. Może on biegać, ale chciałoby się pokonywać niektóre obszary znacznie szybciej niż tempo żółwia wodnego. Nie jest to jednak jakaś szczególnie przeszkadzająca wada. Lokacje, które chcielibyśmy szybko przejść zdarzają się, ale nie notorycznie. Nie podoba mi się za to praca kamer. Przejście z jednego miejsca na planszy do drugiego staje się przez nie misją niemożliwą.

Jednym z dwóch najważniejszych elementów gry przygodowej są dialogi. The Moment of Silence jest ich pełen. Miłym urozmaiceniem są rozmowy nie dotyczące fabuły gry, ale traktujące o wydarzeniach z życia szarego obywatela. Jest ich równie wiele jak tych decydujących o naszych postępach w rozwiązaniu całej afery. Możemy poznać najnowsze wiadomości sportowe (Knicksi znowu przegrali, tym razem z wirtualną drużyną sprzed dziesięciu laty) czy po prostu porozmawiać o życiu prywatnym. Większość z napotkanych osób ma nam coś do powiedzenia. Nie zawsze nas to zainteresuje, ale sam fakt możliwości odbycia rozmowy cieszy. Dzięki takim konwersacjom poznamy ostatnie z wydarzeń mających wpływ na życie Wrighta. Oprócz czystych linii dialogowych każda z postaci została obdarzona swoim własnym indywidualnym głosem. Chwała i cześć aktorom, odpowiedzialnym za tę część gry, znakomicie wpasowali się klimat. Niestety, muzyka towarzysząca nam podczas rozgrywki jest nużąca. Możemy jej posłuchać, ale po jakimś czasie trzeba ją wyłączyć .

Drugi element, chyba równie ważny, jeśli nie najważniejszy, to zagadki, z jakimi przyjdzie się nam zmierzyć. W tym przypadku „The Moment of Silence” nie jest typową grą przygodową, znajdą się oczywiście zagadki typu: przesuń odpowiednio dźwignię, ale jest ich niewiele. Największą zagadką jest sama fabuła. Aby ją rozwiązać trzeba nieźle się nagłówkować. Autorzy trochę pomogli graczom, gdyż aby opuścić dany obszar należy zrobić wszystko, co w danej chwili możliwe. Nie wiem, czy jest to plus czy minus, oceńcie sami. Jak każdy bohater przygodówek, tak i Peter posiada worek bez dna. Może on schować tam wiele różnych przedmiotów. Większość z nich jest przydatna podczas jego przygód. Wiele można połączyć, aby stworzyć coś całkiem nowego, ale i da się je potem rozłączyć. Oprócz tego każdy przedmiot możemy schować lub wyrzucić. Niemcy wprowadzili kilka smaczków do swojej produkcji, które cieszą nie tylko oko. Za przykład niech posłuży zegar, który pokazuje aktualną godzinę a nie tą z gry. Gdzie on się znajduje, poszukajcie sami. Oprócz niego występuje jeszcze kilka takich elementów, umilających rozgrywkę.

Tło do naszych poczynań to całkowicie zglobalizowany świat. Wysoko zaawansowany technologicznie. Każdy z mieszkańców żyje na poziomie, korzysta z nowych zdobyczy techniki takich jak: wideofony, automatyczne taksówki, pełen dostęp do informacji. Wszędzie dookoła można znaleźć ekrany propagujące różne hasła. Niestety jest to wizja utopijna. Istnieje wiele dzielnic nędzy, takich jak Lower East Side. Każdy mieszkaniec jest obserwowany, wolności słowa jest mocno ograniczona. Wszyscy są na oku wielkiego brata, a ci, którzy myślą o zmianach lub są indywidualistami, znikają w tajemniczych okolicznościach. Z gry wnioskuję, że osoby odpowiedzialne za fabułę znają twórczość George Orwella, a konkretnie „Rok 1984”.



Pewną innowacją jest sposób rozpoczynania zakończonej gry. Otóż zamiast przekopywać się przez rożnego rodzaju menu od razu zostajemy rzuceni w wir przygody i gra pojawia się w miejscu ostatniego zapisu. Można go zrobić w dowolnym momencie. Takie rozwiązanie uprzyjemnia obcowanie z programem.

Bez wątpieniu The Moment of Silence jest dobrą przygodówką o mrocznym klimacie. Jako, że cierpimy ostatnio na brak nowości w tym gatunku gier komputerowych, staje się ona pozycją wręcz obowiązkową dla fanów gatunku. Przede wszystkim zachęca jej cena, około 30 zł. Polecam ją przede wszystkim wyjadaczom, cierpiącym na brak nowości, ale i nowi gracze znajdą tu miejsce dla siebie. Cenega wydała ją w wersji z tłumaczeniem kinowym, więc i ludzie którzy wykazują braki w umiejętności posługiwania się językiem Szekspira mogą pograć. Jeśli nie macie aktualnie na czym zawiesić oka, to polecam ten tytuł.

Sebastian "jedi_alan" Kędzierski