Recenzja: Age of Empires III

Autor: Robert "Zemun" Wiącek
Opublikowano: 14 grudnia 2005 r.

Age of Empires III - recenzja

Zawsze byłem wielkim fanem strategii opracowywanych przez zasłużoną firmę, jaką niewątpliwie jest studio Ensemble. A to z dość błahego powodu - jestem wielbicielem gier, które w swej naturze kładą nacisk na historię. Wykonywanie zadań, przeżywanie prawdziwych sytuacji, jakie zdarzyły się dawno temu czy chociażby samo zagłębienie się w przeszłość jest o wiele bardziej ekscytujące, niż wcielanie się w świat pełen fantazji. Dlatego tak bardzo przypadły mi gustu dwie poprzednie części Age of Empires. Zaoferowały nam one pobyt w pasjonujących czasach starożytnych i średniowiecznych. Trzeci tytuł - Age of Mythology - nie był już tak udany. Mechanizmy gry pozostały niezmienione, ale za to zerwano z historycznym aspektem gry. Posunięcie nie do końca udane, co prawda tytuł był niezły, ale niestety bardzo wtórny.

Teraz po kilku latach przerwy, a dokładniej sześciu, studio Ensemble wraca do korzeni, a więc do trzeciej oficjalnej części Age of Empires. Najnowsza odsłona przenosi nasze działania do Nowego Świata i pozwala zarazem prowadzić różnorodne europejskie państwa od wieku wielkich odkryć geograficznych po wiek przemysłowy. Napisałem ,,różnorodne państwa” gdyż pod nasze dyktando autorzy oddali osiem grywalnych nacji plus możliwość rekrutowania rodzimych amerykańskich plemion.



Age of Empires III składa się z 24 zgrabnie zaprojektowanych misji, podzielonych na trzy duże akty, opowiadające historię rodu Blacków. W każdym z nich przyjdzie nam poprowadzić poczynaniami jednego z ich przedstawicieli. I tak w pierwszym akcie wcielimy się w rolę Morgana Blacka Rycerza, pochodzącego ze Szkocji. Priorytetowym celem naszego bohatera w tej części gry jest powstrzymanie Hiszpanów i Turków od zawładnięcia nad potężnym naturalnym cudem, który zwany jest Fontanną Młodości. Aby tego dokonać, musi udać się w kierunku Nowego Świata. W akcie drugim przyjdzie nam pokierować poczynaniami Johna Blacka, wnuka Morgana. Stanie on przed niezwykle trudnym zadaniem uspokojenia napiętej sytuacji między Indianami a kolonizatorami, a przy okazji natrafi na ślady konspiracji uknutej prze Krąg Ossasisa. Ostatni akt to działania wnuczki Johna – Amelii Black i budowa kolei na Dzikim Zachodzie.

Na pierwszy rzut oka fabuła wydawać się może trochę zagmatwana, ale podczas obcowania z nią wszystko układa się w sposób idealny. Chyba nie zdradzę tajemnicy jak napiszę, że wspólne poszukiwania i wspólny wróg kumuluje wzorowo 3 akty.

I co chyba najważniejsze, misje, z których składa się cała kampania są niezwykle różnorodne. Raz za zadanie mamy obronić dane struktury czy też całe miasta. W innych przypadkach musimy zdobyć lub zniszczyć kluczowe budowle. W trakcie wykonywania podstawowych wytycznych, dostaniemy również szereg celów pobocznych. Może to być np.: ocalenie osadników z innej wioski, przejęcie faktorii czy wyzwolenie Indian oraz całe spektrum przeróżnych wyzwań. Oczywiście nie brakuje również standardowych misji bojowych, w jakich najpierw musimy zebrać zasoby i wyszkolić wojsko, zanim zaczniemy działania wojenne, aczkolwiek są i takie cele, w których trzeba się zadowolić z góry ustaloną liczbą jednostek.

W porównaniu z poprzednimi odsłonami cyklu, filozofia gry w AoE III nie uległa jakieś większej zmianie. Czyli dalej mamy do czynienia z tradycyjnym systemem rozbudowy bazy i szkoleniem wojska. Mimo to wszystko zostało okraszone kilkoma nowymi pomysłami, które spowodowały, że rozrywka stała się niezwykle pasjonująca i wciągająca. Jak już wspomniałem wcześniej, twórcy oddali pod nasze rządy osiem nacji, z których każda posiada swoje unikalne cechy. Mamy więc Hiszpanię z większym dostępem do surowców, Anglików z silną gospodarką i mocnymi jednostkami, Francuzów, posiadających specjalnego mieszkańca – gońca, Portugalczyków startujących z dwoma centrami, Holendrów, Rosjan, Niemców oraz Turków. Mimo, że każdy naród dysponuje swoimi charakterystycznymi właściwościami, to w singlu nie odczuwa się tego za bardzo, można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że nie odgrywają one jakieś zasadniczej roli w rozgrywce.



Niezmieniony pozostał główny aspekt, którym wyróżniała się seria Age of Empires – er, czyli kolejnych poziomów technologicznych naszego państwa. Osiąganie wyższego zaawansowania jest niezwykle kosztowne, ale zarazem niezbędne do stworzenia mocarstwa z silnym zapleczem gospodarczym i militarnym. Tym razem twórcy oddali nam pod rządy pięć er - erę odkryć, kolonizacji, fortów, przemysłową oraz mocarstw. Po każdym awansie do następnej ery uzyskujemy dostęp do nowych budynków i potężniejszych jednostek, a ponadto możliwość opracowywania nowych rozwiązań technologicznych.

Nowinką, którą uraczyli nas twórcy, są traktaty handlowe oraz wioski rdzennych mieszkańców Ameryki, przy których możemy zbudować faktorię handlową, czego owocem będzie uzyskanie dostępu do wszystkich ich jednostek, rozwiązań technologicznych a także do dodatkowych surowców, takich jak żywność czy monety. Należałoby także dodać, że Indianie nastawieni są do nas neutralnie aż do momentu, gdy nie sprzymierzą się nami lub z wrogą cywilizacją.

Największą nowością w odniesieniu do poprzednich części jest wprowadzenie stałej metropolii, a więc miasta, które jest pod naszym protektoratem. Dzięki niemu uzyskamy dodatkowe surowce oraz będziemy w stanie wprowadzić nowe ulepszenia i jednostki, z jakich skorzystamy w trakcie rozrywki. Rodzaje bonusów, które możemy sobie zażyczyć w naszym mieście określone są w postaci kart, te natomiast możemy zakupić pomiędzy misjami przy pomocy doświadczenia, jakie notabene zyskujemy prawie za wszystko. To, jakie karty wybierzemy, będzie miało zasadniczy wpływ na dalsza rozrywkę. Może nie widać tego aż tak bardzo w grze jednoosobowej, ale w trybie multiplayer znacząco wpływa na przebieg potyczek.

To, co najważniejsze to dodatkowe możliwości taktyczne, jakie uzyskaliśmy dzięki metropolii. Teraz w każdej chwili możemy (jeżeli pozwala nam na to doświadczenie) wzmocnić lub zregenerować poszczególne aspekty gry od gospodarki po wojsko. Jeżeli gwałtownie potrzebujemy drzewa czy złota nic nie stoi na przeszkodzie by jednym kliknięciem kilkanaście jednostek danego surowca znalazło się w naszym magazynie. Nie da się ukryć, że metropolia to największa nowość w Age oF Empires 3 i zarazem novum to w ogromnym stopniu przyczyniło się do znacznego urozmaicenia zabawy.



W zapowiedziach najmłodsze dziecko Ensemble rysowane było jako rewolucyjny RTS a jednym z takowych rewolucyjnych elementów miał być system toczenia bitew – jak jest w rzeczywistości? Tak jak zwykle, czyli zapowiedzi niewiele mają wspólnego z ostatecznym produktem. Naprawdę chciałem się doszukać czegoś, czego bym nie widział w innych strategiach, ale niestety nic nie znalazłem. Dowodzenie wojskiem jest jak najbardziej standardowe. Dalej, gdy rzucimy do walki większą ilość jednostek, zaczyna się jeden wielki chaos tak dobrze znany z innych strategii. W tym czasie nasza obecność jest zbędna, więc możemy udać się do miasta i zacząć rekrutować nowych żołnierzy, gotowych do walki. Osobne słowa należą się także sztucznej inteligencji naszych poddanych i wrogów. Nie jest może ona wybitna, ale doprawdy prawie nie ma jej, co zarzucić. Komputerowy przeciwnik nie atakuje zbyt często i nie ma zwyczaju wypuszczania samobójczych ekspedycji, ale jak już przychodzi co do czego, to jesteśmy zaatakowani przez większą liczbę żołnierzy. Jedyny słaby punkt, który przyuważyłem dotyczy dziwnego pozostawiania samym sobie osadników w trakcie szturmów. Jednak ten niewielki szkopuł nie jest w stanie zepsuć pozytywnego odbioru całokształtu.

Nie będzie chyba zaskoczeniem jak napiszę, że graficznie Age of Empires III wygląda imponująco! Doprawdy, to, co zobaczyłem przerosło moje oczekiwania. Cudownie teksturowane budynki pełne najmniejszych szczegółów, postacie ubrane w rzeczywiste mundury, kule armatnie odbijające się od tafli wody czy fenomenalny dym z salwy muszkietu wraz z towarzyszącą przy tym animacją postaci wykonującej strzał – wszystko to i wiele więcej mogłoby posłużyć za wizualną prezentację nowych kart graficznych! Nie wspominając już o wspaniałej wodzie, w której odbija się niemal wszystko. Latające ptaki, pływające ryby czy choćby wylegujące się na pniu drewna żółwie powodują, iż ma się nieodzowne wrażenie, że świat, w którym działamy żyje - a my jedynie jesteśmy jego niewielką częścią. Aczkolwiek i w tym aspekcie programu dopatrzyłem się pewnych wad. A dokładniej eksplozji i burzenia się budynków, które zawsze w ten sam zaprogramowany sposób się rozpadają. Nie jest to wielki mankament (o ile w ogóle można by to zakwalifikować do mankamentów) a raczej moja słabość do wyszukiwania najmniejszych niedopatrzeń i niedociągnięć autorów.

Osobne słowa należą się fizyce, za którą odpowiada dobrze wszystkim (zwłaszcza fanom FPS`ów) znany silnik Havok. Pewnie wielu się zastanowi, po co dodawać ten element do strategii, ja również wcześniej tak myślałem, ale jak zobaczyłem pierwszą salwę artylerii szybko zmieniłem zdanie. Nie wspominając już o łamiących się masztach i płonących żaglach u walczących ze sobą okrętach – doprawdy istna ekstaza dla oka. Co się tyczy oprawy audio, powiem tylko tyle, że nie robi ona może takiego wrażenia jak grafika, ale również stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Przez większość gry towarzyszą nam odgłosy otoczenia, a muzyka włącza się jedynie w kluczowych momentach naszego działania.

Rozgrywka wieloosobowa czerpie pełnymi garściami z systemu Ensemble Studios Online (ESO), który mieliśmy już szanse poznać w Age of Mythology. Oczywiście na potrzeby AoE III został on znacznie podrasowany i rozwinięty. Tak więc mamy możliwość alfabetycznego wglądu do graczy, wybrania rozgrywki, założenia kanału a nawet czatowania! Od razu również w oczy rzuca się nam ogromna liczba drabinek oddanych do naszej dyspozycji – z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Największą ciekawostką jest jednak fakt, że dzięki ESO możemy podejrzeć praktycznie każdego gracza wraz z jego miastem! A należy dodać, że metropolie przechodzą z partii na partię. Rozbudowuje się ją podobnie jak w trybie single player, a więc za doświadczenie zdobyte w trakcie potyczek. Nie muszę chyba dodawać, że miasto odgrywa zasadniczą rolę i jest pewnym wyznacznikiem naszego zaawansowania. Multiplayer jest naprawdę niezły i z pewnością zasługuje na większą uwagę zarówno początkującego stratega jak i zagorzałego fana.



Wielkie brawa należą się polskiemu dystrybutorowi - firmie CD Projekt za mistrzowskie podejście do Age of Empires III. Napisałem „mistrzowskie”, gdyż gra została naprawdę profesjonalnie zlokalizowana i, co najważniejsze, jest to pełna lokalizacja łącznie z kwestiami mówionymi, jakie notabene zostały zagrane przez aktorów z dużym wyczuciem i zaangażowaniem. Tłumaczeniu nie ma właściwie co zarzucić - doprawdy świetna robota. Należałoby jeszcze wspomnieć o bonusach, które przygotował CDP specjalnie dla polskich graczy, a dostępnych na zachodzie jedynie w edycjach kolekcjonerskich. A są nimi: dodatkowa (czwarta) płyta z soundtrackiem z gry oraz rewelacyjny (liczący sobie 52 strony) poradnik wydany na wysokiej jakości papierze kredowym.

Nowy twór studia Ensemble jest niezwykle trudny do ocenienia. Z jednej strony mamy do czynienia z wyśmienitym erteesem, posiadającym niesamowitą oprawą audiowizualną, ale z drugiej dostaliśmy produkt z niewielką ilością nowych pomysłów. Metropolia i kilka pomniejszych nowości plus rewelacyjny tryb wieloosobowy to jednak trochę za mało by mówić o Age of Empires III jako o tytule, który spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje. Jednak nie zmienia to stanu rzeczy, że AoE jest głównym pretendentem do miana strategii roku.

Robert "Zemun" Wiącek