Czy w dzisiejszym świecie jest miejsce na baśni? Raczej nie ma na nie popytu, ale nie oznacza to, że nie są potrzebne. Wydań baśni Hansa Christiana Andersena jest już coraz mniej, braci Grimm także. Motywy z ich dzieł funkcjonują w naszym świecie, ale nie są to już baśni, tylko bajeczki w stylu tej o Śpiącej Królewnie czy Czerwonym Kapturku. A przecież baśnie są o wiele ciekawsze, niosą także większe wartości moralne. Najnowszą taką baśnią – i oby nie ostatnią - jest film „Nieustraszeni Bracia Grimm”.
Polski tytuł różni się od oryginalnego przymiotnikiem „nieustraszeni” – jest tu dodany chyba z przekąsem, bo bracia boją się i to aż nadto. Jakuba (Heath Leder) i Wilhelma (Matt Damon) poznajemy jako sławnych bohaterów przemierzających świat, aby pomóc biednym ludziom walczyć z ludowymi demonami, wiedźmami i potworami. Za słoną opłatą. Wkrótce potem dowiadujemy się, że są sprytnymi oszustami wyłudzającymi pieniądze od wieśniaków. Trafiają za to przed obliczę Generała Delatombe (Jonathan Pryce) – namiestnika Napoleona na okupowanych ziemiach niemieckich, gdzie Grimm operują. Francuz jest niezwykle brutalny (choć uważa się za bardziej cywilizowanego) i przekonuje ich do współpracy. Mają za pomocą własnego doświadczenia zdemaskować innych oszustów porywających młode dziewczynki w niewielkiej wsi. Pieczę nad nimi sprawuje Cavaldi (Peter Stormare) - specjalizujący się w torturach Włoch, który raczej chce zabić niż pilnować „Grimmi” – jak ich nazywa. Na drodze do zdemaskowania oszustów spotkają jeszcze Angelikę (Lena Headey), która okaże się dla historii bardziej znacząca niż na początku można przypuszczać. Przygoda, z jaką zmierzą się bohaterowie będzie bardziej baśniowa niż by chcieli, spotkają prawdziwe potwory i zmierzą się ze złą Królową (Monica Belucci). Jak zakończy się historia? Tego oczywiście nie zdradzę, ale trzeba pamiętać, że to nie bajka, ale baśń…

Nieustraszeni bracia Grimm zostali przedstawieni jako zupełnie różni – Wilhelm to racjonalista i cwaniak, który myśli tylko o pieniądzach i zysku, zaś Jakub to marzyciel, który spisuje ludowe baśnie i żyje w ich świecie. Matt Damon i Heath Leder stworzyli bardzo dobry i przekonujący duet aktorski, co jednak ważniejsze dobrze zagrali swoich bohaterów. Pochwała należy się także dla Jonathana Pryce’a za rolę Generała Delatombe – jest przekonany o swojej wyższości, pozostając jednak barbarzyńskim. Świetny akcent na potrzeby filmu przybrał Peter Stormare, czyli Cavaldi. Gra pozostałych aktorów także nie budzi zastrzeżeń. Dzięki dobremu scenariuszowi i dialogom nie mogę przyczepić się też do fabuły – umiejętnie łączy motywy z wielu baśni Grimm, tworząc tym samym całkowicie nową – nie mniej wciągającą baśń. Jeszcze raz podkreślę – baśń, nie bajkę – dlatego, że nie ma tu „dobrych”, każdy jest w jakiś sposób „zły”. Generał torturuje, Cavaldi jest jeszcze brutalniejszy, nawet z pozoru niewinna Angelika nie robi nic, aby pomóc wieśniakom. Jedynie Jakub na tle oszusta Wilhelma wydaje się szlachetniejszy, jednak świat, w którym żyje, odrywa go od rzeczywistości. Przedstawiony świat pozbawiony jest głębszych wartości moralnych, jest mroczny, zacofany, brudny i biedny. Reżyser – Terry William, jako jeden z legendarnej grupy Latającego Cyrku Monty Pythona umiejętnie wplótł w film sceny i postaci z założenia komiczne, rozświetlając tym samym odrzucająco nieczysty świat. „Nieustraszeni bracia Grimm” nie dają widzowi się nudzić. Czasem jest strasznie, czasem jest śmiesznie, częściej mrocznie niż beztrosko – wszystko jednak jest wysmakowane, co wpływa na pozytywny odbiór produkcji.
„Nieustraszeni bracia Grimm” to bardzo dobry film, a jeszcze lepsza baśń. Nie polecam jej jednak najmłodszym – dla nich są kreskówki, a ograniczenie wieku „od 12 roku życia” wydaje mi się trochę zaniżone. Każdy, kto czytał baśnie i dał się choć na chwilę wciągnąć w ich świat z przyjemnością obejrzy „Nieustraszonych braci Grimm”.
Ocena: 8,5/10