Recenzja: Fritz 8

Autor: Norbert "Snake" Krajewski
Opublikowano: 2 grudnia 2005 r.

Fritz 8 - recenzja

Kiedy do redakcji trafił egzemplarz ósmej części jednego z najpopularniejszych programów szachowych - Fritz - pojawiał się też standardowy problem - komu to wręczyć? Chętnych oczywiście nie było, naczelny odpowiedział "ja recenzowałem głupie szachy PLAY'a, a Ty masz porządny produkt wydany przez Techland". Teoretycznie mogłem to wręczyć komuś innemu na siłę (sam się znam na szachach jak niewidomy na odróżnianiu kolorów), ale potrzebowałem frajera... eee ochotnika do pomocy. Szykował mi się wyjazd do Szczecina, więc padło na moją kobietę (wybacz, takie życie).

Ale o co chodzi?!

Mogę powiedzieć, że szachy są u nas rodzinne (mój dziadek jest wicemistrzem Polski w grupie niewidomych), to ja chyba jestem czarną owcą. Niby program posiada funkcję nauki, ale... no właśnie. Niby. Na dobrą sprawę porady Kasparowa są mi potrzebne jak kurtka puchowa latem w Afryce, program też jakoś szkaradnie to tłumaczy (gdzie tam podstawy, ja się pytam? No gdzie!), a te opisane w pliku pomocy zostały w sposób co najmniej nieprzystępny. No, ale metodą prób i błędów zasady się poznało i wreszcie zasiadło do gry.

A początki różowe nie są, gdyż zamatowanie Króla przeciwnika wymaga obmyślenia dobrej taktyki i znania przynajmniej kilku dobrych zagrań. Komputer, na najniższym nawet poziomie trudności, matował mnie bez większego problemu. Jedyną nadzieją na wygraną było zbicie większości jego figur i czekanie, aż się podda. Skoro nie z komputerem, to wypada pobić kogoś słabszego...

Agniesiu, zagramy?

A że pojęcie o tej najstarszej grze strategicznej ma jeszcze mniejsze ode mnie, to postanowiłem pokazać, jaki ze mnie strateg (ale powiem Wam, że więcej z kobietami nie gram "ej, nie fair! Ja tu kliknęłam przez przypadek! Cofnij!" - i obraza majestatu jak zgody nie dałem...). I tu kolejny zgrzyt - mało przejrzyste menu. Doszukanie się opcji włączenia zabawy dla dwóch ludzi zajęło nam strasznie dużo czasu. Na początku po prostu ustawialiśmy partię z komputerem i wyłączaliśmy mu silnik, tak aby samemu móc kontrolować drugie figury. Niestety, sporo czasu trzeba poświęcić na grzebanie po menusach, bo nie wszystko jest tak oczywiste, jakby to mogło się wydawać.

Teoretycznie opcji udostępniono nam dużo, ale nie wszystko... działało? Lub po prostu jestem za głupi, by stwierdzić różnicę. Część opcji (głównie treningowych) wymaga otworzenia jakiegoś magicznego pliku, którego w folderze domyślnym... nie znajdujemy! I tak np. nie można zagrać turnieju, gdyż po anulowaniu wskazania tego nieszczęsnego pliku, program najzwyczajniej w świecie słodko nas informuje, że odmawia współpracy. A haknij się w nerę!

Zaraz ci dokopię...

Dziarsko stwierdził recenzent przed zabraniem się za partyjkę z AI. No i nie dokopał (bo komputer oszukuje ;))... Trzeba przyznać, że algorytmy odpowiadające za "myślenie" komputera są naprawdę potężne. I nie są to moje, czyli szachowego laika, słowa, ale kogoś, kto naprawdę umie w to grać. A nawet szachowi mistrzowie twierdzą, że jest to najpotężniejszy program tego typu (niby potężniejszy niż superkomputer Deep Blue), a i sam Garry Kasparow regularnie rozgrywa z nim partie. Oczywiście nie byłoby w tym żadnej frajdy dla przeciętnego zjadacza chleba, gdyby nie możliwość regulowania licznych ustawień (począwszy od poziomu trudności) ułatwiajacych rozgrywkę. Na najniższym poziomie komputer nie myśli zbyt "przyszłościowo" i analizuje jedynie proste rozwiązania. Ponadto zawsze możemy cofnąć ruch (w trybie praktyki) i spróbować inaczej. Chętni mogą poprosić o pomoc wirtualnego trenera, który zawsze posłuży radą. Tutaj należy się pewien komentarz. Otóż, uważamy, że trener nie zawsze podpowiada najlepiej. Wiele razy zdarzyło się, że korzystając z jego podpowiedzi traciliśmy ważną figurę, a robiąc dokładnie odwrotnie nic złego się nie działo.

Można zawsze poprosić o wskazanie zagrożonych pól lub nawet zmusić komputer do wykonania ruchu za nas. Krócej mówiąc, każdy dopasuje poziom umiejętności komputera do swoich i nauczy się czegoś nowego.

Dodatki

Wersja, którą otrzymaliśmy od Techlandu była tak zwaną Arcymistrzowską. W pudełku oprócz drukowanej instrukcji i krążka z programem, znalazły się także dwa dodatkowe CD. Z czego jeden... nie wiem po co. Chyba, żeby lepiej wyglądało. Na owej płytce znajdziemy materiały wideo z lekcjami gry z Kasparowem. Na długich filmikach prezentuje on zarówno proste, jak i skomplikowane sytuacje na szachownicy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby... trzeci krążek nie zawierał dokładnie tego samego, ale z przejrzystą wybierałką i polskim lektorem! Ktoś mi powie, o co tu chodzi? To nie koniec. Posiadacze oryginalnej wersji ósmego Fritza otrzymają roczny dostęp do największego serwisu szachowego - PlayChess.com.

Polonizacja

Oprócz tych paskudnych baboli (wina Techlandu?) jak niemożność uruchamiania niektórych opcji, można powiedzieć, że polska wersja gry jest co najmniej dobra. Instrukcję przełożono poprawnie, sam program również (co ciekawe, uruchomienie go na innym koncie niż na tym, na którym był instalowany jest możliwe tylko w wersji angielskiej). Na szczególną pochwałę zasługuje lektor, którego możemy słuchać na materiałach wideo. Spokojnym, acz stanowczym tonem wprowadza nas w tajniki gry, niczym jak dobry lektor użyczający swojego głosu w filmach. Niestety, polska premiera jest opóźniona w stosunku do światowej o ponad 2 lata (gdy już dziewiąta wersja Fritza króluje na dyskach maniaków szachowych)!

Słowo na niedzielę

Jeśli tylko lubisz szachy i chciałbyś zagrać z kimś lepszym od siebie - spróbuj komputer i Fritz 8. Osoby, które zawsze chciałyby się czegoś nauczyć mogą również po niego sięgnąć, aczkolwiek brzydkie menusy i tutorial dla "twardzieli" mogą je szybko zniechęcić. Wybór pozostawiam Wam...


Norbert "Snake" Krajewski