Na sequel przeboju sprzed dwóch lat – gry Star Wars Knights of the Old Republic czekałem z zapartym tchem. Ten cRPG zebrał około 40 tytułów gry roku - stał się wzorowym reprezentantem swojego gatunku. Choć niepozbawiony błędów i niedociągnięć to jednak oczarowywał wciągającą fabułą oraz praktycznie każdym aspektem – grafiką, udźwiękowieniem, muzyką, nieliniowością, klimatem. Nie żałowałem żadnej minuty z wielu godzin spędzonych przy miodnej i jakże przyjemnej rozgrywce. Jego producentami byli doświadczeni w branży specjaliści z firmy BioWare. Gra odniosła wielki sukces komercyjny i powstanie drugiej części było praktycznie kwestią czasu. W chwili, gdy pisze te słowa kilka razy ukończyłem KotOR II i poznałem na tyle, żeby rzetelnie skrytykować grę. Bowiem choć jestem fanem Star Wars, to pozostaję krytyczny wobec tego, co kocham…
Producentem części pierwszej była kanadyjska firma BioWare, natomiast część drugą wyprodukowało młode studio Obsidian Entertainment. Choć sequel KotOR jest ich pierwszą grą to pracowali nad nim specjaliści z niemałym doświadczeniem w branży. Obsidian wyznaczył datę zakończenia prac na pierwszy kwartał bieżącego roku. Premiara wersji na konsolę X-Box przypadła na okres przedświąteczny, kiedy gry sprzedają się najlepiej. Źle się wyraziłem: nie „przypadła”, lecz „została wymuszona przez LucasArts”. Bardzo widać to pod koniec gry, który jest po prostu niedopracowany. Wydaje mi się, że zakończenie miało wyglądać zupełnie inaczej. Bardzo nie podoba mi się takie postępowanie – gonienie za zyskiem kosztem jakości produktu. Niestety nic już nie można począć, gra w wersji PC od marca jest na rynku i oczywiście sprzedaje się świetnie.
Gra zajmuję 4 wypełnione po brzegi płyty CD-ROM. Po włożeniu pierwszej do napędu ukazuje się klimatyczne, utrzymane w zielonym odcieniu menu. Przyjemna dla ucha jest klimatyczna muzyka, która zachęca do jak najszybszego kontynuowania instalacji. Podczas kopiowania plików na dysk prezentowane są szkice koncepcyjne, co jest już dość powszechne w każdej niemal grze. Szczerze wolałbym, żeby program został wydany na jednym DVD, albo przynajmniej w dwóch wersjach, ale instaluje się tylko raz, a przecież nie jest to aż tak uciążliwe. Po zainstalowaniu, oraz najlepiej sprawdzeniu najnowszych aktualizacji każdy gracz przystępuje zapewne do włączenia gry. Po logach LucasArts i Obsidian Entertainment ukazuje się menu podobne do znanego z poprzedniej części – po lewej stronie główny przeciwnik (zmienia się wraz z postępami fabuły), a po prawej tytuł i kilka opcji. Oprócz New Game, Load Game, Options, których znaczenia tłumaczyć nie muszę pojawiły się przyciski Movies i Music. Pozwalają na przejrzenie filmów, oraz posłuchanie muzyki – oczywiście po odblokowaniu przez postępy w grze. Miło czasem powrócić do takich materiałów – niektóre utwory naprawdę przypadają do gustu. Całe menu jest utrzymane w podobnym stylu, co w Knights of the Old Republic, jednak w kolorystyce zielonej i ma bardziej mroczny klimat, także za sprawą muzyki. Po szybkim dostosowaniu grafiki do możliwości komputera każdy gracz zapewne kliknie New Game i stworzy swoją postać.
Tworzenie postaci jest bliźniaczo podobne do tego z części poprzedniej. Na ekranie prezentowane są sylwetki 3 klas: Negocjatora Jedi, Obrońcy Jedi oraz Strażnika Jedi w wersji męskiej i żeńskiej. Słówko Jedi oznacza, że bohater od początku będzie władał Mocą, choć na bardzo niskim poziomie Negocjatorzy są mistrzami Mocy i spędzają mniej czasu na szkoleniu w walce, Obrońcy Jedi skupiają się na walce i władaniu mieczem świetlnym, zaś Strażnicy są zbalansowani i posiadają wiele umiejętności. Tym razem nie trzeba będzie poznawać wszystkich arkanów Mocy, lecz będą przynajmniej jakieś podstawy. Mimo iż Jedi, to nasz bohater jest Wygnańcem i praktycznie nie ma żadnych cech charakterystycznych dla Rycerzy, jednak zdobywa je bardzo szybko. Nie posiada od pierwszych minut gry miecza świetlnego – będzie musiał zrobić go sam ze znalezionych w różnych miejscach komponentów i złożyć za pomocą pokładowego technika. W KotOR dostępne były klasy: Żołnierz, Zwiadowca i Łotr, także posiadający różne umiejętności walki i techniczne. Profesje te nie zaginęły – należą do nich nasi towarzysze. Niestety także w części drugiej nie uświadczymy wyboru rasy bohatera – można wcielić się tylko i wyłącznie w człowieka. Po wybraniu klasy możemy automatycznie rozdysponować rekomendowane ilości punktów dla umiejętności i zdolności a wybór ograniczyć tylko do wyglądu i imienia, lub wykonać wszystkie czynności samodzielnie. Ilość twarzy nie jest imponująca, ale jest w czym wybierać – po 17 facjat dla każdej płci. Szkoda, że nie można wybrać innych aspektów wyglądu bohatera, jak np. wzrost, postawa, kolor włosów itp. Oczywiście jak na RPG przystało w KotOR II punkty doświadczenia dostajemy m.in. za pokonanie wrogów i wykonywanie misji. Po uzyskaniu odpowiedniej ilości punktów gracz awansuje na wyższy poziom. Na każdym poziomie może wybrać jedną z wielu zdolności, wzmocnić bohatera w danej dziedzinie i wybrać dla niego jedną z umiejętności władania Mocą. Wśród nich rozróżnić można moce przynależne do Jasnej Strony Mocy (leczenie, wytrwałość i inne defensywne), Ciemnej Strony Mocy (duszenie, błyskawice i inne ofensywne), oraz neutralne (np. rzucanie mieczem, zwiększona szybkość). Wraz z zyskiwaniem doświadczenia pojawiają się tzw. klasy prestiżowe, które pozwalają na pełniejsze wykorzystanie Mocy. Nie podoba mi się jeden szczegół, który znacznie ułatwia grę, ale zaliczam go jako niedociągnięcie. Otóż po awansowaniu na wyższy poziom i wybraniu żądanych atrybutów postać regeneruje swoje siły. W praktyce można nie wybierać nowych mocy, poczekać i zachować związaną z przydzieleniem całkowitą regenerację – ot darmowa apteczka na czarną godzinę. Podsumowując system tworzenia i rozwoju bohatera – żadnych zmian względem poprzedniej części. Właściwie nie było co zmieniać, bo system ten jest prosty, zrozumiały i intuicyjny.