Kraina jak ze snów – mlekiem i miodem płynąca. Dookoła same uśmiechnięte twarze szczęśliwych autochtonów. Bogactwo, zwierzyna w lesie, wspaniałe warunki do życia i rozwoju. Cudowne marzenia i plany. A w samym środku tej sielanki nasz bohater – Dario. Wychowany z dala od wszelkich stresów, na głębokiej prowincji, nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństw wiszących nad jego krajem. Nie dziwi więc fakt, że wszystko zwaliło się na tę młodą głowę jednocześnie. Kiedy on beztrosko hasał po lesie ze swoim wiernym sokołem, najeźdźcy zaatakowali jego wioskę. Dzielny bohater nie stracił jednak głowy i ruszył z odsieczą. Gdy tylko otarł pot z czoła, dotarła do niego tragiczna wiadomość – oprawcy wdarli się też do pobliskiej osady, gdzie mieszkała jego matka. Ranili ją śmiertelnie... Leżąc na łożu śmierci rodzicielka wyjawia mu skrywaną długo tajemnicę – jest jedynym synem zmarłego króla Kerona, a więc prawowitym następcą tronu i władcą tych ziem. I w tym momencie historii do akcji wkraczamy my...
Tak właśnie rozpoczyna się The Settlers: Dziedzictwo Królów. Jak wiadomo, tytuł ten był bardzo długo wyczekiwany. Kiedy tylko podano wiadomość o zamiarach wydania „piątki”, natychmiast pojawiło się wiele spekulacji, czym też panowie z Blue Byte Software uraczą nas tym razem. To, że Osadnicy pojawili się w trzech wymiarach właściwie nikogo nie zaskoczyło – w końcu to już standard w dzisiejszych produkcjach. Natomiast pozostałe innowacje i ulepszenia nadal znajdują się pod ostrym obstrzałem wiernych fanów serii. Co? Gdzie? Jak? I dlaczego? – tego (mam nadzieję) dowiecie się z niniejszej recenzji.
Sądzę, że wszyscy już wiedzą, iż Osadnicy wkroczyli w nową erę – Średniowiecze. Zdaję sobie sprawę, że w tej kwestii pojawiło się wiele głosów sprzeciwu. Nie da się ukryć, że takie rozwiązanie odsunęło Settlers 5 od pozostałych części serii. Gra jednak zyskała dzięki temu nowy charakter i jest to niejako zastrzyk świeżej krwi, bo trzeba przyznać, że poprzednie odsłony niewiele nowego wnosiły do rozgrywki. Tak więc wieki średnie – najeźdźcy, bandyci ukryci w lesie, waśnie między sąsiadami zza miedzy. Wszystko się zgadza. Ciężko jedynie nazwać naszych osadników ciemnymi i zacofanymi. Jednak wszystko pomalutku i po kolei...
Skoro nie jesteśmy Rzymianami, Aztekami czy kimś tam jeszcze i skoro nie musimy podbijać dziewiczych terenów, to jaka jest nasza misja? Pamiętacie jeszcze Dario? Kilka akapitów wyżej poznaliśmy jego losy... Ta postać jest naszym głównym bohaterem. Mamy pokierować jego działaniami, zjednoczyć mieszkańców tych ziem i powstać zbrojnie przeciwko najeźdźcy. Całkiem sporo jak na takiego młodzieńca. Chłopak jednak nie jest pozostawiony sam sobie i może liczyć na pomoc innych wspaniałych i dzielnych postaci. Każda z nich posiada wyjątkowe umiejętności i wierzcie mi, że bardzo opłaca się korzystanie z nich. Pomysł wprowadzenia do gry bohaterów także nie został przyjęty z aplauzem. Fani przyzwyczaili się do anonimowości ludzików dreptających przed ich oczyma. Chociaż ja także byłam z początku dość sceptycznie nastawiona, to jednak szybko przekonałam się, że takie rozwiązanie niesie ze sobą wiele możliwości. Jak chociażby interakcja z innymi postaciami zamieszkującymi tę krainę. Konkretnie chodzi mi w tym momencie o możliwość zagadania i zdobycia nowej misji, czy też uzyskania pomocy w innej. Sprowadza się to do kliknięcia na postać oznaczoną wykrzyknikiem i obejrzenia krótkiego filmiku, jednak rozgrywka dzięki temu zostaje przyjemnie wzbogacona.