Ostatnio na komputery ukazuje się coraz
więcej przeróżnych gier, traktujących o tym samym temacie. Chodzi o menadżery
piłkarskie, w których zostajemy postawieni w jakże trudnej roli trenera. Przez
wiele lat prym w tej dziedzinie wiódł Championship Manager, jednak zanosi się na
to, że to Football Manager 2005 przejmie pałeczkę lidera. Od czołówki wcale a
wcale nie odstaje Total Club Manager. Słowem ostatnio w tej dziedzinie robi się
coraz większa konkurencja, zwłaszcza wśród średnich i słabszych tytułów. Włącza
się do niej nowa gra od Play’a, zatytułowana Menedżer Piłkarski
04/05.
Falstart
W moich oczach, niestety już na samym
starcie Menedżer Piłkarski 04/05 był skazany na bardzo niską ocenę. Po całej
serii gier od Play’a spodziewałem się produkcji na bardzo niskim poziomie i nie
zawiodłem się, chociaż był moment, w którym miałem nadzieję, że jednak nie jest
to totalny gniot i posiada także pozytywne cechy. Szybko jednak przejrzałem na
oczy. Już tak prozaiczny element jak intro woła o pomstę do nieba i zniechęca do
rozgrywki. Fatalna jakość, rozmyta, przedpotopowa grafika... Naprawdę lepiej by
było, aby ten filmik w ogóle się w grze nie pojawił. Tuż za nim ukazał się moim
oczom ekran główny.
Licencja bez
licencji
Pierwszym krokiem jest podanie swoich
personaliów: imienia, nazwiska, daty urodzenia. Oczywiście nie ma to żadnego
wpływu na rozgrywkę. Następnie musimy wybrać drużynę, którą będziemy prowadzić.
Nie spodziewałem się bazy danych nawet zbliżonej do tej, którą posiada Sports
Interactive, jednak to co zobaczyłem jest po prostu żałosne i najlepiej byłoby
pozostawić to bez komentarza. Ja się jednak o takowy pokuszę - w końcu taka moja
rola. Otóż drużynę możemy wybrać z dwóch lig: pierwszej ligi polskiej i...
drugiej ligi polskiej. To jest po prostu skandal. Toż to Liga Polska Manager
miała większą bazę danych i chociaż karty zostały odkryte już w nazwie
gry.
Na tym jednak nie koniec pierwszych
rozczarowań. Nazwy (zarówno drużyn, jak i klubów) są nieprawdziwe!!! Play nie
wykupił licencji od PZPN czy jakiegoś innego instytutu, który takową dysponuje i
musimy grać Widzówem Łódź, tudzież Lechią Poznań. Na szczęście twórcy, czy też
może któryś z graczy wpadł na genialny pomysł, aby skorzystać z edytora
dołączonego do gry i nazwać wszystko i wszystkich tak, jak się należy. Na tym
nie koniec geniuszu - cała ta praca nie została wykonana na potrzeby jednostki,
ale przeznaczona jest dla masowego odbiorcy... który posiada Internet lub
znajomego, posiadającego Internet. Ściągając więc jeden mały pliczek, z gry bez
licencji robi nam się gra z licencją. Czyż to nie piękne w swej
prostocie?
Podobny do
mistrza?
Pierwsze, co nasunęło mi się na myśl po
włączeniu ekranu właściwego, że tak się wyrażę, to pewne podobieństwo do
dotychczasowego mistrza gatunku - Championship Managera. Muszę przyznać, że
spodziewałem się jedynie skromnego ekraniku ze znikomą ilością opcji, a już na
pewno bardzo zbliżonego do tego, co zaoferował nam wspomniany już wcześniej inny
polski produkt - Liga Polska Manager. Tych wszystkich porównań nie da się
uniknąć, gdyż przecież głównym aspektem jest rywalizacja pomiędzy podobnymi
grami.
Wróćmy jednak do MP 04/05 i jego
interfejsu. Szczególnie zaskoczyło mnie to, że posiadamy swoją własną skrzynkę
mailową, do której rzecz jasna nadchodzą nowe informacje. Również pozostałe
opcje (przynajmniej z nazw) są podobne do tych z CM-a. Tymczasem szybko czar
pryska, gdyż okazuje się, że w grze uświadczymy wiele zbędnych możliwości.
Powiedziałbym wręcz, że nie powinny się one w ogóle w niej znaleźć. Kto bowiem
słyszał o tym, aby manager klubu piłkarskiego decydował o cenie biletów czy
rozbudowie stadionu?