Recenzja: UEFA EURO 2004

Autor: Pepsi
Opublikowano: 11 września 2004 r.

UEFA EURO 2004 - recenzja

Nadszedł czas kolejnej wielkiej imprezy futbolowej, a więc pora wydania następnej gry piłkarskiej. Z szansy skrzętnie skorzystała znana i niekoniecznie lubiana firma Electronic Arts, a konkretnie jej pododdział - EA Sports. Niestety i tym razem na chęci łatwego wzbogacenia się ucierpią gracze. Czy jednak jest aż tak źle, żeby przejść obok tego tytułu obojętnie? Okazuje się, że nie do końca.

Deja vu?

Wszyscy kibice piłki kopanej i maniacy komputerowi zapewne świetnie pamiętają wydaną pod koniec ubiegłego roku kolejną już grę z serii FIFA, tym razem opatrzoną numerkiem 2004. Za tę produkcję kanadyjskie studio zebrało gromy, zarówno od prasy komputerowej i serwisów internetowych, jak i samych graczy, zdegustowanych kolejnym tytułem, nie wnoszącym nic nowego do gatunku. Sam wtedy należałem do grupy zagorzałych krytyków najnowszej części FIFY. Zresztą nie żywiłem też wielkich nadziei w związku z EURO... No i rzeczywiście, już od samego początku produkt wydał mi się bliźniaczo podobny do poprzedniczki. Jednak było coś, co trzymało mnie przy tym tytule. Może szukałem jakichś nowości? Może nie chciałem od razu skreślać najnowszej gry EA Sports?

Mazurek Dąbrowskiego

Głównym trybem gry są oczywiście Mistrzostwa Europy. Nie zaczynamy jednak od samych finałów, lecz już od eliminacji. Zresztą, oprócz meczów grupowych, czekają na nas także spotkania towarzyskie, których (niestety) nie można ominąć. Oto więc pierwszy chwyt programistów zza oceanu na sztuczne wydłużenie rozgrywki. Z drugiej jednak strony, dodaje to nieco realizmu i zapalonym fanom futbolu na pewno spodoba się takie rozwiązanie. Szkoda tylko, że meczów towarzyskich nie możemy planować sobie sami. Na szczęście kadry drużyn narodowych są szerokie, także samodzielnie wybieramy tych najlepszych. Jedną z nowości są morale zawodników, które rosną lub spadają w zależności od: tego czy występują w wyjściowej jedenastce, postawy podczas meczów reprezentacji narodowej oraz formy w klubie. Tak naprawdę jednak to tylko ozdoba, gdyż różnica między zawodnikami tej samej klasy, a o diametralnie różnym morale jest niezauważalna. Po wybraniu składu drużyna wychodzi na murawę, gdzie wita nas fragment hymnu jednego z państw. Jeszcze chwila koncentracji w obu zespołach i za chwilę można zaczynać!

Pierwszy gwizdek

Czas napisać parę słów o najważniejszym elemencie gry sportowej, czyli o rozgrywce. Ten, kto zna FIFĘ 2004 zapewne zauważy, że przez te pół roku zmieniło się bardzo niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek. Widocznie panowie z EA Sports wyszli z założenia, że tego co dobre się nie zmienia, jednak umknął im jeden, dosyć istotny szczegół. Ich poprzedni produkt nie był dobry, a przynajmniej nie spełniał oczekiwań graczy. Tak więc możemy zaobserwować ten sam system rozgrywki, zachowanie komputerowych przeciwników, zwody, sposób wykonywania stałych fragmentów gry. Ale przede wszystkim denerwuje ta niezmienna, cholernie sztuczna doskonałość. Wszystko oparte jest na skryptach, nie ma przypadków. Zawodnicy wypuszczają sobie piłkę dokładnie na tą samą odległość przy każdym kopnięciu, komputerowy przeciwnik zawsze wie, jak się najlepiej ustawić, zawodnicy nigdy z własnej intencji (czyt. z braku odpowiedniego skryptu) nie szukają sobie dogodnej pozycji. Wszystkie akcje, zarówno te środkiem boiska jak i oskrzydlające, są bliźniaczo podobne. Należy jak najszybciej to zmienić, bo ile razy można w ten sam sposób przerywać akcję przeciwnika i jak długo można patrzeć na sztywno trzymających się swoich pozycji piłkarzy obu jedenastek? Mimo to pewne postępy w stosunku do ostatniej FIFY są, ale bardzo nieznaczne.

W szatni

Menu opcji meczowych nie zmienia się od lat. Oczywiście najbardziej interesuje nas nasza własna drużyna. Można więc dokonać zmian kadrowych, formacji oraz wyznaczyć zawodników do wykonywania stałych fragmentów gry. Dodano też mentalność piłkarzy, co ma związek z ustawieniem naszych podopiecznych na boisku. Jeśli naszej drużynie nie idzie, warto wprowadzić na plac zawodnika, który wniesie nieco ożywienia w szeregi sterowanego przez nas teamu. Takim moim jokerem w reprezentacji Anglii jest zawsze Kieron Dyer. Szybki, zwrotny, umiejący podać. Taki piłkarz to skarb, prawdziwy złoty rezerwowy. Jednak gdy chcemy wprowadzić kogoś z ławki, musimy się uzbroić w iście anielską cierpliwość. Zwłaszcza gdy czas gry mamy ustawiony na np. 4 minuty, czyli jakiś krótki dystans. Może zlecieć nawet ¼ meczu, a my wciąż nie możemy doczekać się zmiany. Jedyne dwa momenty, w których może się ona dokonać, to gdy piłka przekroczy linie końcowe lub boczne boiska. Niestety, nawet podczas faulu albo zdobycia bramki (a więc ewidentnych przerw w grze) nie mamy możliwości wprowadzenia nowego gracza. Sytuacja ta jest szczególnie uciążliwa, gdy na placu boju przebywa kontuzjowany zawodnik. Panowie z EA Sports powinni pomyśleć nad zasadą fair play, która na piłkarskich boiskach stosowana była już za czasów, kiedy o komputerach dopiero myślano (jeśli nie jeszcze wcześniej). Niby taki szczegół, a jednak bardzo poprawiłby rozgrywkę.

Druga połowa

Warto przyjrzeć się bliżej stałym fragmentom gry. W piłce nożnej jest to element nieodłączny, aczkolwiek w Euro 2004 występuje stosunkowo rzadko (pisałem o tym wcześniej). Zacznę może od rzutu z autu, przy wykonywaniu którego natrafiłem na jeden irytujący fakt. Gdy piłkę do gry wprowadza przeciwnik, nasi zawodnicy często stoją jak słup soli i pomimo naszych usilnych starań, ruszają do wrogów dopiero po wyrzucie futbolówki. Podobna sytuacja ma się przy rzutach wolnych, wykonywanych daleko od pożądanej bramki. Kolejnym stałym fragmentem jest rzut rożny. Walka w polu karnym o jak najlepszą pozycję, pomimo poprawienia tego elementu w stosunku do FIFY 2k4, ciągle przypomina partyjkę szachów. Poza tym wygląda to dość schematycznie, bo suma sumarum wychodzi 12 rodzajów zagrań z narożnika boiska. Wróćmy jednak do rzutów wolnych. O ile na najprostszym poziomie dokładne wycelowanie piłki w okienko gwarantuje bramkę, o tyle na wyższych poziomach jest to już niezmiernie trudne. Goalkeaperzy mają doskonały refleks i są świetnie wygimnastykowani, a takich parad w telewizji raczej nie uświadczymy. Poziom trudności dobrano z odpowiednim wyczuciem. Gracze, którzy znają poprzednie FIFY, powinni pominąć najprostszy tryb, gdyż jest on przeznaczony tylko dla użytkowników zaliczających pierwsze spotkanie z „symulatorem” piłki nożnej EA Sports`u.

Do(przy)grywka

Rozgrywce towarzyszy drużyna piosenek. Drużyna, bo jest ich tyle, ilu piłkarzy na boisku, czyli 11. Nie mogło oczywiście zabraknąć motywu przewodniego EURO, czyli utworu ,,Forca” Nelly Furtado. Wszystkie piosenki łatwo wpadają w ucho, a większość z nich jest śpiewana przez angielskich wykonawców. Inna sprawa, to odgłosy podczas meczu. Kibice zachowują się wzorowo. Chóralne śpiewy towarzyszą nam niemal przez cały mecz, a po zdobyciu bramki publiczność wybucha w szale radości. Na drugim froncie znajduje się duet komentatorów: John Motson oraz były piłkarz reprezentacji Szkocji - Allister McCoyst. Co prawda prym w wypowiedziach (które często są spóźnione, albo nie na miejscu) wiedzie ten pierwszy, jednak popularny Ally też czasem wplecie coś od siebie i od rzeczy. Para ta momentami do złudzenia przypomina Dariusza Szpakowskiego i Grzegorza Mielcarskiego. Chociaż „Szpaku” umie przynajmniej emocjonować się piękną grą piłkarzy i akcjami zakończonymi zdobyciem gola... Tymczasem wypowiedzi pana Motsona są flegmatyczne i niekiedy naprawdę potrafią zepsuć radość ze strzelenia upragnionej bramki. Na trzecim froncie mamy grafikę. Już FIFA 2k4 wyglądała bardzo dobrze, ale przez te pół roku programiści z EA Sports skupili się na tym, aby poprawić właśnie i tak dopracowaną już stronę wizualną, zamiast popracować nad systemem gry. Dzięki temu jednak podziwiamy wirtualnych piłkarzy, do złudzenia przypominających tych prawdziwych. Tylko kibice pozostali rozmazani, z małą ilością szczegółów.

Konkurs rzutów karnych

Poza głównym trybem gry, czyli EURO 2004®, mamy też inne, które wydłużają czas zabawy. Co prawda nie cieszą zbyt długo i są wskazane bardziej na początku spotkania z tą produkcją, niż po zdobyciu upragnionego tytułu. Czasem warto jednak włączyć sobie trening i poćwiczyć stałe fragmenty gry, czy zagrać towarzyski mecz, jeśli nie mamy czasu na mistrzostwa. No i można urządzić sobie partyjkę rzutów karnych, które kocha chyba każdy kibic. Podsumowując, EURO 2004 to raczej przerywnik pomiędzy poważniejszymi tytułami, aniżeli propozycja na długie i chłodne wieczory. Zresztą mamy lato, a więc lepiej samemu wziąć kolegów i pokopać Roteiro na podwórku, niż psuć wzrok przed monitorem. Zwłaszcza, że gra nie oferuje nam nic ciekawego, a przede wszystkim nic nowego. Przecież już zeszłej zimy mieliśmy okazję pograć w mniej dopracowaną wersję EURO…


Pepsi