Wielu z Was może uważać za minus to, że główny wątek fabularny gry można ukończyć w ciągu dwóch dni intensywnego grania. Jednak nie jest to wcale tak mało zważywszy na fakt, iż w świecie Cyrodill są tak naprawdę dużo ciekawsze rzeczy do zrobienia, o których nieco później. Przyjrzyjmy się teraz samym zadaniom. Te ostatnie polegają standardowo na zabijaniu potworów, przynoszeniu jakiś przedmiotów, etc. Ogólnie niemal przez cały czas robimy teoretycznie to samo, lecz w istocie nie czuje się monotonii. I to nie dlatego, iż w rozgrywkę wpleciono kilka wyróżniających się questów. Tak po prostu, ten świat jest na tyle piękny, że nikt nie narzeka, że ciągle biega z tym samym, lecz cieszy się, bo szczęśliwie może go zwiedzać. Jak już mówiłem, scenariusz przewiduje zaledwie dwa długie wieczory zabawy, ale niestety nie jest on zabójczo ciekawy, gdyż misje, które zlecają nam szefowie gildii są zwykle ciekawsze od tych, które zaserwowali nam twórcy głównej fabuły, co już należy zaliczyć twórcom in minus. Bo kto to widział, by poboczne wątki stały się bardziej interesujące, aniżeli te główne?
Tętniący życiem świat...
Bezsprzecznie jednym z kolejnych plusów gry jest żyjący własnym życiem świat. Tu wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Tu można robić wszystko. Tu wszystko ma swoje konsekwencje. Tu nic nie nudzi. Tu nikt od nas nic nie wymaga. Tu idziemy, dokąd chcemy. Tu żyjemy. W wielu grach jesteśmy niezdarnie prowadzeni za rączkę nawet wówczas, gdy autorzy twierdzą, że ich produkcja nie należy do liniowych. Wówczas robiąc jedną rzecz, jak po sznurku ciągniemy za sobą kilka kolejnych. Jednak w świecie Otchłani jest inaczej. Produkt ten zachwyca zaprojektowaniem świata, w którego środku znajduje się gracz, zaś wokół niego około tysiąc postaci niezależnych. O ich trybie życia i inteligencji napiszę nieco później, lecz teraz przyjrzę się temu, co my możemy zdziałać.

Naturalnie wedle większości użytkowników, którzy nie mieli styczności z recenzowaną grą, najlepszym rozwiązaniem będzie podążanie szlakiem głównego wątku fabularnego, gdzie jak po sznurku (przynajmniej na początku) wykonywać będziemy poszczególne zadania. Gdy zasiadałem do zabawy, również tak myślałem, lecz już po kilkudziesięciu minutach spędzonych w tym fenomenalnym wirtualnym świecie stwierdziłem, iż realizacja scenariusza to jednak najgorsze z możliwych rozwiązań. Bynajmniej na razie. Postanowiłem zająć się czym innym. I tak rozpocząłem swoją wędrówkę, przechadzając się po karczmach, zawierając nowe znajomości, interesując się przeszłością oraz problemami napotkanych NPCów. Gdy wreszcie tym wszystkim wirtualny bohater zmęczył się, bowiem wykonał kilka pomniejszych questów, położyłem go spać w pobliskiej gospodzie, a zdobyte doświadczenie pozwoliło mi awansować na wyższy poziom doświadczenia. Okazało się później, że jest to bardzo ważne. Otóż jeśli przez cały czas, od samego początku, zdamy się wyłącznie na fabułę i nie postanowimy chwilami zboczyć z drogi głównego wątku, to rozgrywka będzie o wiele łatwiejsza i mniej wymagająca. Bowiem programiści zaimplementowali do swojego dzieła system, który dostosowuje zachowanie przeciwników do umiejętności postaci gracza. Wobec tego, gdy cały czas brniemy do przodu, to na naszej drodze staną niezbyt rozgarnięci wrogowie, których musimy bezproblemowo pokonać. Inaczej będziemy się miała sytuacja, kiedy zajmiemy się nie tylko rozwijaniem kolejnych wątków, lecz postanowimy się nieco podszkolić. Nie trzeba chyba meldować, który sposób bardziej powinno się preferować.