Ostatnim i zarazem najlepszym z tych debiutanckich trybów, jest Outrun. Nie jest on tak typowy, jak pozostałe, bowiem może mieć miejsce tylko podczas swobodnej jazdy po mieście. Otóż po ulicach metropolii w sposób chaotyczny jeżdżą samochody innych undergroundowych kierowców. Jeśli akurat znajdziemy się tuż za takim wozem (są one zaznaczone na mapie) i uczepimy się jego ogona, to mamy możliwość sprowokowania kierowcy tak, by zechciał się on z nami ścigać. Polega to mniej więcej na tym, że ścigany, by wygrać, musi oddalić się od ścigającego na trzysta metrów. Jeśli ścigający dogoni i wyprzedzi ściganego to role się odwracają i teraz ścigający staje się ściganym, a ścigany ścigającym. Nieźle zagmatwałem? :-) Wbrew pozorom, nie jest to takie skomplikowane. Nie można też zbytnio na tym zarobić - zwycięzca dostaje od przegranego jedynie 100 dolców.
Owca w Wielkim Mieście?
Istotną wadą pierwszej części było to, że każda z ponad stu tras składała się z kilkunastu często powtarzających się fragmentów - te same odcinki miasta posklejane za każdym razem w innej kolejności. Teraz nie ma już mowy o takich absurdach, ponieważ zbudowano jedno miasto i każdy jego zakątek jest oryginalny, szczegółowy, niepowtarzalny itp., a co najważniejsze, długość wszystkich ulic jest pięciokrotnie większa niż poprzednio, co daje około dwustu kilometrów dróg! Na tak rozległym terenie udział brać będziemy w 140 wyścigach.
Miasto nosi nazwę Bayview i jego konstrukcja jest doprawdy wspaniała! Oczywiście jest ono fikcyjne i pod względem wyglądu można je uznać za połączenie kilku najsłynniejszych metropolii świata. O dziwo, gąszcz ulic i ogromnych, kilkupasmowych (bo takie też się zdarzają) dróg wieje pustką! Oczywiście czasem natrafimy na zwykłe samochody cywilne, ale jest ich tak mało, jakby w mieście panowała zaraza i wszyscy siedzieli w domach! I nie zrozumcie mnie źle - ja tego nie zaliczam jako minus! Gra stałaby się niegrywalna gdyby na skrzyżowaniach robiły się korki, albo wszystkie pasy były zajęte.
Ruch uliczny może i jest mały, ale plątanina ulic - wielgachna. Żeby się nie pogubić, pomocne nam będą dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest mapa. W wersji mini znajduje się ona w lewym dolnym rogu i w postaci koła ukazuje z lotu ptaka najbliższe okolice wokół naszego samochodu. Patent żywcem z GTA 3. Można także przywołać większą mapę, na której bezproblemowo odnajdziemy zaznaczone wszystkie ważniejsze miejsca (odkryte wcześniej sklepy oraz wyścigi).
Znacznie ciekawszym pomysłem jest wprowadzenie GPS-u, który w grze pełni rolę wielkiej strzałki nad samochodem. Może brzmi to śmiesznie i nielogicznie, tak jak kilka innych rozwiązań w grze, ale tak naprawdę nie przeszkadza, a wręcz pomaga. Funkcjonuje on tak, że komputer w samochodzie łączy się na nasze żądanie z satelitą (nie zawsze możliwe jest nawiązanie połączenia) i patrząc z kosmosu, dobiera najlepszą drogę do wcześniej wyznaczonego celu. Strzałka w górnej części ekranu informuje, gdzie i kiedy trzeba skręcić. Nie musimy nawet zbytnio wytężać szarych komórek, bo GPS zawsze zaprowadzi nas tam, gdzie chcemy.
Zaznaczyć muszę przy okazji, że na samym początku gry nie mamy dostępu do wszystkich pięciu dzielnic Bayview. Będą one po kolei odblokowywane wraz z postępami w grze.
Zarobić, kupić i…
Wcześniej napomknąłem o gotówce i sklepach. Tę pierwszą rzecz zdobywamy dzięki wyścigom - im trudniejsza impreza, tym więcej do zarobienia. Szkoda tylko, że zwycięzca może być zawsze tylko jeden. Kierowca, który przejechał metę jako drugi, mając stratę do przeciwnika jedynie kilku setnych sekundy, i tak nie dostaje nic. Z tego też powodu nieraz skorzystamy z opcji restartu wyścigu, co moim skromnym zdaniem trochę sztucznie wydłuża czas gry. Oczywiście powtórzenie wszystkich okrążeń od nowa nie jest czymś wielce frustrującym, ale gra dostarcza tyle emocji i wrażeń, że np. przy trzeciej już próbie mamy całe drżące ręce, a szczeka nas boli od mocnego zaciskania. Brak refleksu, słabe nerwy i kiepskie skupienie? W takim razie to gra nie dla ciebie.