Komputerowi gracze stosują przeważnie obronę strefową, jednak gdy mają do odrobienia straty, a czasu pozostało niewiele, przechodzą na indywidualną obronę na całym boisku. Do tego starają się podwajać naszych zawodników, a nawet faulują, aby zaoszczędzić czas i liczyć, że spudłujemy przynajmniej jeden rzut osobisty. Sami, mając przewagę, stosują taktykę gry na czas i co do tego aspektu nie można mieć żadnych zarzutów.
Do omówienia pozostaje jeszcze fakt walki o zbiórkę. Element ten został wyraźnie niedopracowany, gdyż z łatwością komputerowy przeciwnik mija źle ustawionych centrów naszej drużyny i notuje kolejną zbiórkę w ataku. My z kolei możemy tylko pomarzyć, że uda nam się coś przechwycić z atakowanej przez nas tablicy. Obrona wroga jest szczelna i bardzo trudno jest się przedrzeć pod kosz. Z drugiej strony bywają czasem takie mecze, w których ośmieszamy przeciwników w walce pod ich koszem. Brak stabilności w aspekcie zbiórek jest mało pocieszający i z pewnością zalicza się do kolejnych błędów i niedopatrzeń w SI zawodników.
Wszystko jest trudne, zanim staje się proste
Ta słynna sentencja pasuje idealnie do podsumowania poziomów trudności, których do wyboru twórcy z EA Sports przygotowali nam 4. Pierwsze dwa przeznaczone są dla amatorów, z czego najniższy proponuję tylko tym, którzy nigdy nie grali w żadną grę Elektroników i uczą się dopiero sterowania. Zbyt duża przepaść panuje natomiast między poziomem drugim a trzecim. Nawet, jeśli na „rookie” miażdżymy przeciwnika, to na „all-star” na początku zupełnie sobie nie radzimy. Musi minąć dużo czasu, abyśmy w końcu zaczęli wygrywać, czy nawet nadążać za rywalem. Przydałby się poziom średni, który wypełniłby lukę pomiędzy dwoma wyżej wymienionymi. Poziom najwyższy, czyli „superstar”, przeznaczony jest tylko dla ekspertów, którzy na NBA live 2k5 zjedli własne zęby. Wygrać na najwyższym stopniu trudności to nie lada wyczyn – trzeba do perfekcji opanować wszystkie zagrania zarówno w ataku, jak i w obronie.
Grafika i dźwięk
Grafika uległa dość znacznej poprawie w stosunku do poprzedniej części. Ale programiści z EA Sports zdążyli nas już do tego przyzwyczaić, więc nie jest to żadne zaskoczenie. Twarze zawodników są o wiele bardziej dopracowane i coraz łatwiej rozpoznać nam poszczególne gwiazdy NBA. Oprócz tego moją uwagę przykuło świetne odwzorowanie dłoni, które jeszcze rok temu mocno kulało. Animacje zwodów czy wsadów również stoją na wysokim poziomie, tak jak fizyka lotu piłki. Wysokość lobu zależy od tego, jak długo zawodnik znajduje się w powietrzu przed oddaniem rzutu. Jak zawsze należy się jednak kilka uwag pod adresem publiczności. Jest ona dwuwymiarowa, rozmyta, wzory się powtarzają. Kolokwialnie mówiąc – na trybunach panuje pikseloza. Ale do tego też jesteśmy przyzwyczajeni i nie wpływa to (na szczęście) ujemnie na przyjemność czerpaną z gry.