Szykuje się pyszne danie dla fanów gier
przygodowych z zacięciem kryminalno-horrorowym. Tym smakowitym posiłkiem ma być
podana w listopadzie 2004 roku produkcja Fahrenheit, developera Quantic Dream.
Graczom nie trzeba przypominać tej wspaniałej marki - to ci panowie uraczyli nas
produktem absolutnie wyprzedzającym swoje czasy, czyli przygodówką z elementami
RPG - Omikorn: The Nomad Soul. Pierwsze dzieło Quantic Dream było uznane przez
prasę, jak i przez graczy, za wspaniałe - jednak w czasach, gdy wydano tę grę
(listopad 1999 roku na świecie, w Polsce w roku 2000), nie było nic godnego
porównania do tego świetnego tytułu. Wielu twierdzi, że właśnie to przyczyniło
się to porażki twórców - gra sprzedawała się bardzo słabo, a po niedługim czasie
od premiery można było nabyć ją w dużo korzystniejszej cenie. Doświadczenie
jednak nie idzie na marne, a tym samym będziemy szczęśliwymi świadkami
powstawania drugiego dziecka Quantic Dream, o którym teraz mowa - czyli
Fahrenheit’a.
Fahrenheit nie ma absoultnie nic wspólnego
z filmem o podobnym tytule - reżyserowanym przez Michaela Moore'a antybushowskim
dokumencie, który zdobył Złotą Palmę, jak również miano prowokacyjnego dzieła -
więc nie dajcie się zwieść. Tytuł odnosi się do tła wydarzeń, jakie mają miejsce
w grze. Akcja rozgrywa się w styczniu 2009 roku, w Nowym Jorku, którego
mieszkańcy są świadkami bardzo dziwnych i niewytłumaczalnych zbrodni, jakie falą
przelewają się przez miasto. Z pozoru sprawa jest bardziej tajemnicza, niż się
zdaje, gdyż ludzie zupełnie pospolici i zupełnie normalni dokonują mordów na
takich samych jak oni szarakach, z którymi, co więcej, nie mają nic wspólnego.
Odpada jakikolwiek motyw. Sytuację dodatkowo utrudnia zima, która z bardzo
wielką siłą spadła na miasto. Temperatura spada (Amerykanie używają właśnie
stopni Fahrenheita), a dziwaczne morderstwa, które dodatkowo łączy tajemniczy
rytuał z nimi związany, stają się orzechem bardzo ciężkim do zgryzienia dla
policji. Makarba wisi w powietrzu.
Atutem gry ma być nie tylko wielowątkowość
fabuły, ale również i ilość bohaterów, którymi będziemy sterowali podczas
rozgrywki. System może być podobny do tego, jaki zastosowano w Omikronie, gdzie
również grało się wieloma postaciami, w które wchodziła dusza poprzednich. Jedną
z osób tej dość groteskowej produkcji jest Lucas Kane, trzydziestojednolatek z
Wishita, IT manager. Kane jest tak przeciętny jak tylko człowiek może być,
jednak zastanawiające koleje losu rzucają go w wir niezwykłych wydarzeń. Jego
przygoda zaczyna się od męskiej toalety w brooklyńskiej restauracji - tam Kane,
w zamroczeniu, zabija zupełnie przypadkowego mężczyznę. Po tym tragicznym
wydarzeniu, którego sens i powód stara się rozpaczliwie zrozumieć, ma wizje,
które atakują go za każdym razem, gdy następna przypadkowa osoba dokonuje
haniebnych zbrodni. Silną stroną Fahrenheit’a będą postacie zupełnie literackie,
pełnokrwiste. Niczym w książkach Kaseya, każdy bohater ma swoją historię, która
zmusza go do takich, a nie innych wyborów. Przykładem takiej osoby jest o sześć
lat starszy brat Lucasa - Marcus, który od dziesięciu lat jest księdzem. Gdy
dowiaduje się o zbrodni Lucasa chce mu pomóc, ale zarazem odczuwa straszliwe
brzemię z powodu swojej głębokiej wiary. Przy czym jego młodszy brat jest
ateistą, a w dodatku nie widzieli się od dwóch lat.