Na karcie postaci widnieją jeszcze dwa
wskaźniki: człowieczeństwa i przestrzegania Maskarady. Człowieczeństwo to znany
z innych gier charakter, z tym że zmienia się on w zależności od naszych
poczynań i wpływa na opcje dialogowe oraz nasze zachowania. Im mniej punktów tym
bliżej bohater jest do stania się bestią, i również przemiany te będą zachodziły
częściej. Przestrzeganie Maskarady jest oczywiste - w czasie gry pięć razy
śmiertelnik może zauważyć naszą „inność”, inaczej z miejsca przegrywamy. I tym
razem, im więcej raz ktoś nas widział tym gorzej - jesteśmy narażeni na losowe
ataki łowców wampirów, jak również stosunek innych postaci może się zmienić.
Niektórym pięć wykroczeń może wydać się ilością bardzo małą. Na to też jest rada
- pojawiają się zadania, których wypełnienie zmaże nasze przewinienia, lecz są
one bardzo rzadkie i nie możemy na dłuższą metę na nie liczyć.
Gdy skończymy tworzyć postać zaczyna się
właściwa gra. Historia ma miejsce się w przeddzień Gehenny. Gehenna jest według
wierzeń wampirów czasem, gdy „z martwych” powstaną ojcowie wszystkich 13 klanów,
by zabić swoje dzieci i utopić świat we krwi. Na marginesie dodam, iż fabuła
Bloodlines została uznana przez ludzi z White Wolf za oficjalny prequel Time of
Darkness. W czasie otwierającej filmiku słyszymy jak nasz bohater „zabawia się”
z bliżej niezidentyfikowaną postacią. Niewiele później wpadają wysłannicy
Camarilli, „unieruchamiając” kołkiem bohatera i jego towarzysza/towarzyszkę.
Następna scena ma miejsce na zebraniu wampirów - pojawia się największa szycha
Los Angeles - Książe LaCroix. Decyduje on, iż nasz Sire zostaje stracony za
sprzeniewierzenie się Maskaradzie - kodeksowi, który utrzymuje całe
społeczeństwo wampirów w ryzach. Otóż dokonał on/ona aktu przemiany człowieka w
wampira bez niczyjej zgody, a tym człowiekiem jest właśnie główny
bohater.
Chwilę później gra jest już nasza. Mamy
możliwość przejść tutorial, gdzie zapoznajemy się z podstawowymi sprawami -
sterowaniem, używaniem przedmiotów, korzystaniem ze zdolności itp. Po tutorialu
lądujemy we własnym mieszkaniu. Okazuje się, że dostaliśmy maila od niejakiego
Mercuria - pisze, iż musimy się z nim spotkać w jego lokum. Po przybyciu na
miejsce okazuje się, że Mercurio został dotkliwie pobity w czasie kupowania
materiałów wybuchowych. Zleca on nam nasze pierwsze poważne zadanie - iść do
domu oszustów, wziąć bombę i w miarę możliwości pieniądze. Jeśli zdecydujemy się
wejść do tej chaty „na chama” i pozabijać wszystkich, to zobaczymy największą
wadę tej gry - system walki. Jest on dość chaotyczny, w przenośni - każdy bije
każdego i powstaje ogólna zawierucha w której łatwo się pogubić. Grając mniej
wytrzymałą postacią nie raz i nie dwa razy zdarza się zginąć właśnie z tego
powodu. To, że niezbyt funkcjonalny, nie znaczy, iż nie efektowny - wręcz
przeciwnie. Wreszcie z ludźmi walczy się jak z ludźmi - czuć, że to my jesteśmy
silniejsi. Prawy prosty kończący się wyrzuceniem przeciwnika cztery metry w tył
i dwa w górę to codzienność. Oczywiście mówię tu o prostych śmiertelnikach, gdyż
z wampirami i innymi istotami nadnaturalnymi walczy się odpowiednio inaczej.
Musimy często używać swoich zdolności by nie zginąć lub w ogóle pokonać takiego
wroga. Jeśli już mówimy o zdolnościach - każda kosztuje odpowiednią ilość
punktów krwi, a krew dostajemy oczywiście wysysając ją z ludzi lub zwierząt. Nie
dotyczą one tylko walki - część podnosi niektóre statystyki, umiejętności, lub
chwilowo przyspiesza regenerację. Dużo jest również „czarów” działających na
innych, jak otumanienie, paraliż czy chwilowe oślepienie z tych
niskopoziomowych. Ciekawsze zdolności to np. spowodowanie u wszystkich osób w
określonej odległości wymiotowania krwią lub „zagotowanie”, co kończy się
efektowną eksplozją.