Jest! Nareszcie! Moja i tylko moja.
Upragniona, wyczekiwana - druga część, kultowej już gry, The Sims w moich
łapkach. Chyba każdy, kto choć raz miał przyjemność zagłębić się w tę produkcję,
zastanawiał się, jak się spełnią te piękne zapowiedzi twórców dotyczące
kontynuacji. Wszyscy dobrze wiemy, że firma Electronic Arts dużo obiecuje, a
później nijak ma się to do rzeczywistości. Moje pragnienie by to sprawdzić
osiągało już apogeum, gdy rzuciłam się na kolorowe pudełko. W porę sobie jednak
przypomniałam, że podobno istotą inteligentną jestem i chyba należałoby się
zachowywać jak przedstawiciel homo sapiens, a nie jak dzika małpa, która
dojrzała banana... Dlatego też z podejściem wręcz pedantycznym przestudiowałam
najpierw od deski do deski załączony do gry podręcznik. W sposób przystępny i
interesujący zostało mi wszystko wyjaśnione, więc chyba czas zabrać się za
instalację. I tutaj zaczęły się pierwsze schody... Bo jak niby wyjąć płyty (bądź
płytę DVD)? Jakiś ukryty przycisk w pudełku? Tajemne hasło? Krople potu
wystąpiły mi na czoło, zimny dreszcz przebiegł po plecach, ale w końcu się
udało. Nie mam jednak bladego pojęcia jak ma sobie z tym wyzwaniem poradzić np.
siedmiolatek! Ale skoro CDki uwolnione, to zabieram się do instalowania.
Przygotowana na żmudne przekładanie płytek, zostałam tym razem mile zaskoczona -
w końcu ktoś wpadł na to, że takie siedzenie i gapienie się na pasek postępu
procesu nie jest wcale zabawne! Brawo! Czas ten umila nam przyjemny quiz
testujący naszą pamięć i wiedzę o Simsach. Chociaż kiedy podchodzimy do niego po
raz trzeci lub czwarty, to już nie jest tak zabawnie - a instalacja ciągle w
toku...
Na szczęście prędzej czy później doczekamy
się końca i już można zacząć żyć na całego! Na początku dobrze jest zapoznać się
z samouczkiem. Został on podzielony na dwie części - dla osób dopiero
poznających The Sims, a także dla tych już wtajemniczonych. Pierwszy pokaże nam
o co w tym właściwie chodzi, a drugi zwróci uwagę na nowości wprowadzone do
rozgrywki. Gdy już się wprawimy, to wystarczy wybrać okolicę (lub stworzyć
zupełnie nową) i wykreować sobie rodzinkę (można zdecydować się na te już
dostępne, ale chyba ciekawiej gra się simem „ulepionym” przez nas od początku do
końca). No i tutaj natykamy się na tę wielką innowację - modelowanie postaci.
Właściwie to skupiamy się na buźce naszego pupilka. Poprzez wprowadzanie zmian
na każdym elemencie twarzy (nos, oczy, policzki itd.), mamy praktycznie
nieograniczony wachlarz możliwości. A takie sprawy jak uczesanie, kolor włosów,
makijaż czy zarost, możemy edytować także w trakcie rozrywki - umożliwia nam to
odpowiednia interakcja z lustrem. Potem musimy zdecydować jakie ciuszki mają się
znaleźć w garderobie naszego bohatera. Jest to wybór o tyle istotny, że np. na
taki ubiór codzienny jesteśmy skazani do momentu wybrania się na szał zakupów, a
na takowy musimy mieć kasę... Ostatnim elementem przy kreowaniu postaci jest
charakterek. I tutaj pojawiła się kolejna nowość, chyba najbardziej istotna w
trakcie gry - aspiracje życiowe sima. Ma gromadzić dobra, romansować na lewo i
prawo, czy może założyć szczęśliwą rodzinę? Bogactwo, wiedza, rodzina, romanse,
popularność - wszystkie one niosą za sobą określone pragnienia i obawy. Ich
spełnianie zabija nudę dnia codziennego, a także wpływa na stopień zadowolenia
naszych podopiecznych. W ten sposób nabijamy też specjalne punkty, które potem
możemy przeznaczyć na wyjątkowe nagrody, umilające nam życie. Tak więc nasz
bohater nie jest już tylko kukiełką kręcącą się bez ładu i składu, ale ma przed
sobą jasno postawione cele, do których dąży (czasem za wszelką cenę).