Początek
Wszystko zaczęło się w momencie, gdy do mych drzwi zapukał listonosz i wręczył mi małą paczkę. Nie miałem pojęcia, co to jest, gdyż gry do recenzji spodziewałem się za około dwa dni. Tym też większy był mój entuzjazm, gdy po rozpakowaniu zawiniątka zobaczyłem pudełko Rome: Total War. Od razu rzuciłem się do komputera żeby zobaczyć grę w całości, gdyż demo bardzo przypadło mi do gustu. Włożyłem dysk, wcisnąłem „Instaluj grę”, dalej, dalej, dalej i instalacja toczyła się swoim tokiem, a ja sprawdzałem, co mam w pudełku, ponieważ wcześniej zauważyłem, że oprócz instrukcji dodano jakiś bonus. Tym dodatkiem okazał się plakat, który na jednej stronie przedstawiał nam Rzymskie Drzewo Technologii, na drugiej stronie widnieje mapa Europy, na której będziemy rozwijać swoją frakcję, ale o tym później. Dodam tylko, że prócz plakatu i instrukcji w pudełku znajdują się trzy płyty. Dwie mają ładnie wyznaczone miejsce, trzecia zaś została dołączona w „kopercie”. Przejrzałem tylko instrukcję i po małej żonglerce płytami wreszcie doczekałem się końca instalacji, po czym włączyłem grę.
Pierwsze wrażenie…
Mówi się, że to właśnie pierwsze wrażenie jest najważniejsze, panowie z Creative Assembly zapewne doskonale o tym wiedzą, gdyż zaserwowali nam najpierw piękny filmik który momentami zapiera dech w piersiach i podczas jego oglądania nie zwraca się zbytniej uwagi na słabą jakość kompresji… ;) Po nim pojawia się menu, które jest proste i intuicyjne. Pod przyciskami opcji widnieją czarne kontury walczących żołnierzy na czerwonym tle. Pierwsze kroki skierowałem do opcji. Ustawiłem wszystko na pełnych detalach, co niestety później okazało się zgubne, i od razu chciałem rozegrać kampanię. I co się okazuje? Trzeba przejść prolog… Wystarczy go włączyć i wyłączyć by odblokować możliwość grania w kampanii, jednak jak już zostałem zmuszony do skorzystania z niego, przeszedłem go. Dzięki niemu w prosty i przystępny sposób przedstawiono mi wszystkie opcje, oraz zapoznano mnie z obsługą wszystkiego, co później będzie w grze potrzebne. Jak możemy się dowiedzieć, w programie będziemy naprzemiennie poruszać się w dwóch trybach, dalej zwanych mapą kampanii oraz polem bitwy.
Mapa Kampanii
Po wybraniu trybu Kampania: Cesarstwo, przed rozpoczęciem gry musimy ustawić kilka opcji. Pierwsza mnie trochę zdziwiła, gdyż na początku możemy wybrać tylko jedną z trzech frakcji: ród Scypionów, ród Juliuszów lub Brutusów. Trzy frakcje to niezbyt dużo, jednak wraz z postępami w grze zostają odblokowane kolejne rody. Następnie mamy możliwość wyboru dwóch wersji gry:
a) Kampania: gdzie musimy zdobyć 50 prowincji, pokonać/przetrwać senat oraz zostać cesarzem
lub
b) Krótka kampania: gdzie musimy zdobyć 15 prowincji i przetrwać dłużej niż wskazana frakcja(Frakcje)
Ustawiamy jeszcze poziom trudności i możemy przenieść się na mapę, gdzie widzimy Europę, o której wspomniałem na początku. Terytorium ciągnie się wzdłuż od Morza Bałtyckiego po obecną Libię oraz wszerz od Hiszpanii po część Morza Kaspijskiego. Jak widać przestrzeń do zdobycia jest wielka, wręcz ogromna. Niestety, jak się okazuje ogromna powierzchnia niesie w sobie ryzyko zwyczajnego zgubienia statków, dyplomatów czy szpiegów. Gdy zdobędziemy większą ilość terenu, będziemy posiadać wielką flotę oraz wielu dyplomatów rozsianych po całej mapie, cudem będzie, jeżeli o którymś nie zapomnimy. Jeżeli już się to zdarzy, to z kolei cudem jest znalezienie takiego delikwenta, po prostu statki są zasłaniane przez nazwy miast, a dyplomaci w cudowny sposób się gubią, a szukanie takiego jest utrudnione, gdyż na mapie znajdują się ludzie innych frakcji. Teraz pora wyjaśnić, o co tu chodzi. Najłatwiej jest sobie wyobrazić, iż mapa kampanii to wielka plansza, na której rozstawiamy pionki. Są tam miasta, rzeki, morza i góry. W naszych miastach tworzymy wojsko i agentów, których przesuwamy po mapie.