W naszym środowisku redaktorskim uchodzę za maniaka managerów wszelkiej maści. Niektórzy z kolegów po fachu robią mi nawet z tego powodu niemałe docinki śmiejąc się, że testuję nową wersję Excela. Cóż, nie każdemu muszą się podobać setki tabelek, statystyk, wykresów etc... Ja akurat gustuję w tego typu grach i nie zamierzam tego ukrywać. Ostatnio w moje ręce wpadł najnowszy manager od Play'a. Owa gra nie przenosi nas jednak w świat piłki nożnej (jak to zwykle w tego typu produkcjach bywa), a podejmuje dość oryginalny, jak na przemysł gier komputerowych temat, jakim bez wątpienia jest kolarstwo. Nazwa ów produktu to Cycling Manager 4.
Kolarska pustynia
Powiedzmy sobie szczerze, że w Polsce kolarstwo nie cieszy się zbyt dużą popularnością, toteż dziwić może fakt, iż wydawnictwo Play z tak dużym uporem wydaje kolejne wersje managerów, oscylujących wokół właśnie tej dyscypliny sportowej. Czasy, w których pół miasta wychodziło na ulicę i wybierało się do jedynego na osiedlu sklepu z telewizorami, a potem godzinami sterczało przed wystawą i w napięciu oglądało kolejne etapy Wyścigu Pokoju dawno już minęły. Muszę przyznać, że i ja nie należę do fanów kolarstwa, aczkolwiek takie nazwiska, jak Di Luca, Petacchi czy Armstrong nie są mi obce. Mniej więcej orientuję się także w układzie sił, jaki występuje między największymi teamami, toteż z zapałem przystąpiłem do rozgrywki.
Pierwsze, co ukazało się moim oczom to baza danych. Wszystkie zespoły zostały podzielone na 3 grupy, w których są klasyfikowane podczas całego sezonu. Każda ma też swój kapitał początkowy, pozwalający na odpowiednie manewry w trakcie rozgrywki. Przy wyborze drużyny od razu możemy zapoznać się z personaliami oraz przejrzeć wszystkie statystyki poszczególnych zawodników. Twórcy napracowali się przy tworzeniu składów, albowiem baza danych jest całkiem spora. Obejmuje kilkadziesiąt teamów z kilkunastu krajów. Jest nawet jeden zespół z Polski, o niestety, nieznajomo brzmiącej nazwie Activ Ali.
Twórcy gry nie uzyskali niestety licencji na prawdziwe nazwiska oraz nazwy zespołów, chociaż niektóre z nich są prawdziwe. Dla przykładu, możemy wybrać Saeco, jedną z czołowych grup kolarskich na świecie, ale zamiast Telekomu uświadczymy T-lekom. Niby zmiany są niewielkie i nie przeszkadzają za bardzo w grze, to jednak zawsze w maniaku managerów jest ta chęć, aby wszystko było maksymalnie realistyczne. Podobna sytuacja co do nazw teamów występuje w przypadku danych personalnych kolarzy. Jest więc Damiano Cunego oraz Gilberto Simoni, ale w spisie zawodników widnieją też takie przypadki, jak Eric Zubel czy Tomasz Brazyna. Niemniej jednak słowa pochwały należą się twórcom za samą objętość bazy danych, która do małych nie należy.
Sporo opcji, ale...
Po wybraniu ekipy ukazuje nam się główne menu gry. Jest ono proste w obsłudze pomimo, że ilość opcji jest dość pokaźna. Nie zadowoli ona jednak wszystkich, a jedynie mniej wybrednych graczy, którzy szukają przyjemnej i mało skomplikowanej rozgrywki. Najczęściej przebywamy na ekranie niusów, podzielonych na kilka kategorii. Co chwila jesteśmy o czymś informowani. A to mamy możliwość ubiegania się o dziką kartę na jeden z turniejów, a to jeden z zawodników zachorował. Przypadki są naprawdę różne i widać, że świat stworzony przez twórców żyje intensywnie.