Catwoman, czyli przyzwoicie
zapowiadająca się produkcja...
Znów rozczarowanie, a przecież zapowiadało
się tak dobrze - niemalże równoczesne wypuszczenie gry i filmu o tytule
Catwoman, miało dać Electronic Arts dość duży zarobek, a nam - graczom i
kinomaniakom, olbrzymią satysfakcję. Jednak przez nieudolność programistów, po
raz kolejny powstały twory jedynie przeciętne...
Niestety okazała się
klapą...
Na Catwoman (zarówno grę, którą w tym
tekście zrecenzuję, jak i film) czekaliśmy z niecierpliwością, mając przy tym na
uwadze, że niedługo po premierze na horyzoncie pojawi się Spider-Man. Kiedy
piszę te słowa, druga część przygód człowieka-pająka dopiero wchodzi do kin, a
gra (Jakżeby inaczej - jak jest film, to musi być i gra, niezależnie od marki.
Gdzie jest Nemo, Mój Brat Niedźwiedź, Shrek - jeszcze tylko pecetowej wersji
Rogate Ranczo brakuje!) nie zbiera zbyt wysokich not (w okolicach 40%). Ach ta
komercja...
Zwykła zręcznościowa
platformówka
Catwoman to nic innego, jak czysta
platformówka. Rzecz jasna z elementami zręcznościowymi, długą historią motywu
Kobiety-Kota i jakąś tam fabułą. W grze wcielamy się w postać... „Catwoman!!!” -
słyszę głosy na sali... Tak, macie rację. Jasne, a jakżeby inaczej, ale dajcie
mi coś powiedzieć. Kobieta-Kot, to nie kto inny (nie kto inna... - tak może
będzie lepiej) jak Patience Philips (w filmie postać tę kreuje jakże seksowna i
cyca... kształtna Halle Berry).
Niestety - od tego momentu musimy przejść
do mniej ciekawej części recenzji. Od razu (zanim zacznę wytykać grze wady)
powiem wprost, że niemalże każdą minutę, jaką spędziłem z tą produkcją, uważam
za... straconą. Ale od początku...
Dlaczego zainstalowałem tę
grę?
Pewnego letniego wieczoru redaktor Harpen
(z racji obowiązku) postanawia zainstalować Catwoman. Będąc w pełni
optymistycznym nastroju wkłada nośnik numer jeden do napędu i rozpoczyna
instalację. Po upłynięciu jakichś pięciu minut i zcrackowaniu gry.. tfu... to
nie ten tekst... Po pięciu minutach strudzony tester uruchamia Catwoman, a jego
oczom ukazuje się logo producenta itd. itp., a następnie menu. Bardzo niewygodne
i mało funkcjonalne - lepiej, gdyby logo Catwoman i Patience nie zajmowali tyle
miejsca na ekranie, a opcje w menu nie były umieszczone aż tak na dole. Wtedy
byłoby wygodniej, ale co zrobić... Będąc jeszcze w optymistycznym nastroju
(aczkolwiek poziom mojej życzliwości zmniejszał się wraz z ukazywaniem mi przez
grę jej kolejnych aspektów) kliknąłem na NEW GAME i moim oczom ukazało się...
Powinno oczywiście intro, ale najpierw program, za pomocą literek :P, przekazał
mi, jakie tricki są możliwe w tej scenie (w Catwoman nie ma misji czy etapów,
tylko całość podzielona jest na 11 scen)... Dopiero potem pojawił się filmik
wprowadzający. Trochę namotałem. Wróćmy do sztuczek, jakie możemy
wykonywać.
Tricki, sztuczki,
wygibasy
Pierwsza z nich, to Wild Cat - oznacza to
mniej więcej tyle, że w trakcie sceny możemy pozbyć się przeciwnika poprzez
kopnięcie go w taki sposób, aby ten wylądował na przykład na stercie papierów
lub w jakimś koszu czy czymś takim. Ciekawe jest, że jeśli porządnie nastukamy
wrogowi (np. na samym początku gry policjantowi), to ten po pewnym czasie
zmienia się w żółtego ludka i sam wskakuje w kontener zamykając się w nim - to
przykład drugiego tricku, o nazwie Scaredy. Najczęściej wykonujemy go wtedy, gdy
nie możemy zrobić tak, aby przeciwnik wpadł na jakiś regał w pomieszczeniu lub
śmietnik na otwartym terenie. Kolejna „popisówa” to Alley Cat - jest to nic
innego, jak niebezpieczne „przemieszczanie się” z jednego drążka na drugi na
wysokości, bo ja wiem, kilku ładnych metrów. Co jak co, ale jednak to ostatnia
sztuczka jest zarazem najtrudniejsza, jak i najefektowniejsza. Mianowicie mam na
myśli Pussycat - tutaj Catwoman do „pokonywania” swoich wrogów nie używa ani
bicza, ani tym bardziej swoich umiejętności walki wręcz - korzystając ze swojego
osobistego uroku, żeby nie powiedzieć sex appeal’u, eliminuje nieprzyjaciół. Za
wykonanie każdego „hokus-pokus” dostajemy specjalne punkty, które następnie
program „przemienia” na pieniądze (dolarrry!), za które (po każdej scenie)
możemy kupić to i owo.