A to skubańcy z Rotobee - pograli trochę w The Sims (cz.1), przenieśli ich w trójwymiar, dodali parę pomysłów od siebie, zmienili główne założenie gry i wydali pod tytułem Singles: Flirt Up Your Life!
Praktycznie od samego uruchomienia tego programu widać, że twórcy czerpali pomysły z dzieła Maxis - serii The Sims (cz. 1 podstawowa + 7 dodatków do tejże). Podobny interfejs, podobne możliwości, lecz jedna różnica między „simami” a Singles - w tych drugich dodano aspekt erotyczny... Głównym celem gry jest nie to, żeby znaleźć mieszkańcom pracę, ubrać ich, nauczyć czegoś i zadbać o dom... Nie, nie. Tutaj musimy zatroszczyć się o to, żeby dwoje mieszkańców (do wyboru pary hetero i homoseksualne!), którzy wynajmują wspólnie domek, zbliżyło się do siebie, co może doprowadzić jedynie do niewinnego flirtu, zauroczenia lub - najlepiej - miłości. I ślubu...
Miłość, miłość, erotyka, miłość, jeszcze raz erotyka. O miłości już pisałem? Właśnie. Singles to nie gra dla napaleńców. Jeśli myślicie, że włączycie i za 15minut bohaterowie znajdą się w łóżku, w bardzo intymnej sytuacji, to się grubo mylicie. Produkcja Rotobee nie tylko daje olbrzymią dawkę rozrywki, ale także potrafi nauczyć użytkownika wielu rzeczy. Przede wszystkim wbija do głowy, że miłość to bardzo skomplikowane uczucie, potrzebujące czasu, poświęcenia...
Ta gra także powinna nauczyć tolerancji... Do zabawy dostępnych jest kilka postaci, na ogół heteroseksualistów, lecz autorzy oddali do dyspozycji po jednej lesbijce i jednym geju... (aby ze współlokatora też zrobili homo?). Postacie na ogół nie są jakimiś indywidualnościami i przy ich wyborze najlepiej postawić na wygląd, bo bez względu na to, kogo wybierzemy, rozgrywka będzie miała podobny charakter. Każdego bohatera możemy według własnych upodobań ubrać oraz, oczywiście, rozebrać. I tutaj bardzo duży plus dla gry (nie, nie jestem napaleńcem) - żadnej cenzury (to po pierwsze), żadnych chmurek jak w The Sims. Widać dosłownie wszystko... I to jak widać! Krąglutkie, piękne paniusie i panowie obdarzeni przez naturę (czytaj Rotobee) dość pokaźnymi przyrodzeniami... Aż miło popatrzeć (mnie, na panie oczywiście)!
Mimo nagości, w grze wszystko zostało przedstawione bardzo delikatnie. Żadnych „ostrych” scen. Na początku rozgrywki, jeśli bohater (np. kobieta) przejdzie po mieszkaniu w staniku, w obecności jeszcze wtedy obcego mężczyzny, to natychmiast się zaczerwieni (i to tak porządnie!) i będzie marzyć tylko o tym, żeby wrócić do swojego pokoju. I się ubrać... Dopiero po jakimś czasie - gdy partnerzy zaczną ze sobą rozmawiać, oglądać telewizję, spacerować, żartować, jeść razem - wstyd zacznie gdzieś zanikać, a na ekranie pojawią się bardziej odważne sceny. Jednak naprawdę trzeba sporo serca włożyć w granie, żeby ujrzeć chociażby to, jak kobieta leży w łóżku, a mężczyzna pochyla się nad nią, bawi się jej włosami i całuje tu i ówdzie.
Grafika w Singles prezentuje bardzo przyzwoity poziom. Widać tutaj rękę profesjonalistów - postacie są bardzo wyraźne, podczas rozmowy naturalnie poruszają wargami, brwiami... Również meble w mieszkaniu, ściany i całe otoczenie wygląda dość dobrze, aczkolwiek o rewelacjach mówić nie można. Taka cukierkowa, słodka oprawa wizualna. Niestety nieco gorzej jest z audio. Muzyka w pierwszych godzinach grania wydaje się spokojna i dopasowana do klimatu, jednak po dłuższym czasie zaczyna po prostu denerwować i nudzić (mało wybór utworów).
Jednak Singles nie jest grą idealną, a szkoda... Jednym z elementów, który bardzo mocno irytuje, jest praca kamery. Bardzo niewygodnie się nią na początku steruje, lecz można po jakimś (zapewne dłuższym) czasie się trochę przyzwyczaić. Drugą rzeczą, która mi się nie spodobała, było to, że podczas wyposażania mieszkania, mamy tak naprawdę do kupienia bardzo znikomą liczbę przedmiotów (ja wiem, wiem - jak chcę kupować i urządzać to The Sims, ale bez przesady...). Ogólnie rzecz biorąc, czasem grając w Singles można się po prostu zanudzić, a innym razem produkt potrafi wprost pochłonąć gracza (zwłaszcza, gdy zbliżamy się do „punktu kulminacyjnego”).
Dystrybucją tego tytułu w naszym kraju zajęła się firma Techland, która postanowiła podjąć się stworzenia polskiej wersji Singles. Przetłumaczono jedynie napisy (w sumie to podkładać głosów nie było sensu, bo bohaterowie i tak sobie coś tam tylko mruczą niewyraźnie pod nosem) i trzeba przyznać, że zrobiono to bardzo solidnie. Jakiś usterek w wersji PL nie zauważyłem. Plus dla gry, plus dla Techlandu. Jednak także minus - dla dystrybutora, który wprowadził na pudełku Singles znaczek „gra od 18 lat”. Specjalnie sprawdziłem, czy faktycznie produkt mogą kupić tylko posiadacze dowodu osobistego. W tym celu udałem się do Empiku i tam na miejscu chcąc nabyć egzemplarz Singles zostałem poproszony o dokument... Naprawdę jeszcze raz duży minus. Gra przecież nie pokazuje niczego co złe w miłości - żadnych ostrych scen, wulgaryzmów. Uczy za to, że miłość to piękne i wymagające uczucie...
Reasumując, Singles: Flirt Up Your Life! to produkt, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Z pozoru bezczelna kopia The Sims, wzbogacona „jedynie” o aspekt erotyczny, okazała się tym, na co czekało bardzo duże grono graczy. Pokazano miłość, wysiłek. Dano olbrzymią dawkę rozrywki, jednak programiści nie ustrzegli się kilku poważnych błędów, o których pisałem powyżej. Stąd w pełni zasłużona ósemka.