Od
kiedy tylko postawiłem pierwsze kroki w grach z opcją multiplayer, takich jak
kultowy już Quake, zawsze pragnąłem nie ograniczać rozgrywki do jednej
niewielkiej mapki i najwyżej kilkunastu przeciwników. Kiedy zaczęły pojawiać się
produkcje typu Massive Mulitplayer Online wiedziałem, że jest już tylko kwestią
czasu, kiedy ktoś powie: „A czemu by nie zrobić gry MMOFPS, w której setki graczy
walczyłyby na ogromnych mapach?”. I tak oto powstała pionierska na świecie pierwszoosobowa strzelanka, z
elementami RPG na naprawdę
ogromną skalę – Planetside.
„FOR
LAND, FOR POWER, FOREVER”
Tak
brzmi hasło przewodnie PlanetSide. Gra nie jest najnowsza – ostatnio obchodziła
swój pierwszy rok istnienia na rynku. I choć bardziej popularna jest w Ameryce
Północnej niż w Europie, to nadal posiada tysiące wiernych fanów, a dzięki
rocznicowej promocji przybyło zapewne wielu następnych, którzy chcą rozgrywać
bitwy na planetarną skalę. Oczywiście wszystko ma swoją cenę. Za granie w
Planetside musimy uiszczać comiesięczną
opłatę, ale za to dostajemy trzy szybkie serwery do wyboru – dwa w
Ameryce i jeden w Europie. Każdy z nich pomieści do 5000 graczy i nie ma mowy o
lagach z ich strony.
Z
czym to się je?
Cała
rozgrywka toczy się na planecie Auraxis. Posiada ona trzynaście kontynentów. Każdy z nich
ma do kilkuset kilometrów kwadratowych. O posiadanie ich walczą na śmierć i
życie trzy frakcje i to od nas
będzie zależało, do której przyłączymy się i będziemy przelewać za nią krew
wrogów, walcząc o ideologię, a przede wszystkim o dominację nad planetą. Grupy
te mają często różne bronie i pojazdy, ale niektóre są praktycznie takie same w
każdym z imperiów, tylko ze względu na to, żeby żadna z frakcji nie była
wyraźnie lepsza. Każda z nich ma jeden kontynent – tzw. Sanktuarium, gdzie nie może dostać się
wróg, a gdzie można nauczyć się podstaw rozgrywki, używania pojazdów, broni i
znaleźć grupę, do której można się przyłączyć. A kiedy już będziemy gotowi, to
możemy użyć specjalnych teleportów (które łączą wszystkie kontynenty) lub
polecieć specjalnym wahadłowcem, który zrzuci nas tam gdzie chcemy. Pozostałe
dziesięć lądów przeznaczone jest do walk. Wszystkie kontynenty różnią się od siebie – na
jednym znajdziemy mroczny i zimny krajobraz arktyczny z ogromnymi kanionami, na
innym toczyć będziemy bitwy na bezkresnych piaskach i skałach. Gdzie indziej
znów spotkamy się z zielonym krajobrazem pełnym drzew, ale i niebezpiecznych
bagien, lub znajdziemy się u podnóża ogromnego wulkanu.
Na
każdym kontynencie znajdują się
bazy o różnych przeznaczeniach. To o nie będziemy toczyć walki. Każda z
nich może być połączona z inną należącą do tej samej frakcji. Stworzenie
połączenia wszystkich baz pozwala nam przejąć ląd, ale przeciwnik za wszelką
cenę będzie starał się do tego nie dopuścić.
Baza
jest też miejscem, gdzie po śmierci możemy się pojawić jako własny klon, uzbroić
się, zdobyć pojazd i ruszyć w bój. Każda z nich posiada generator mocy, który może zostać
zniszczony i w ten sposób baza stanie się o wiele łatwiejszym celem, bowiem brak
prądu uniemożliwia nam pobranie broni czy pojazdów. Przejęcie ufortyfikowania
polega na dotarciu do komputera głównego i wprowadzeniu do niego swojego kodu
imperium, co powoduje, iż baza staje się neutralna i po kwadransie przejdzie w
ręce wroga. Oczywiście w ciągu tych 15 minut, jeśli nadciągną posiłki, to
możliwe, że uda nam się uratować swoją dominację nad lokalizacją i przywrócić
jej stan przynależności do naszej frakcji. Wszystko zależy od taktyki i
umiejętności naszych i współtowarzyszy.