Plus dla
Activision
Na tle całej gry, za świetne możemy uznać
projekty misji. Szczególnie dobrze wypada ta, w której musimy zmierzyć się z
Mysterio. Pole magnetyczne trzyma kawałki miasta w przestrzeni, a naszym
zadaniem jest wyłączenie generatorów. Okazuje się, że to nie lada sztuką, gdyż
nie łatwo jest odnaleźć prowadzącą do nich drogę. Niestety, takich zagadek
logicznych nie mamy zbyt wiele. Powiem więcej - gra aż razi liniowością, nawet
we wspomnianych już wcześniej walkach z bossami. In minus należy zapisać także
ograniczenie pola poruszania się po mieście. Okazuje się, że nie na każdy
wieżowiec można się wspiąć, nie uda się dojść (czy raczej dofrunąć) na miejsce
starcia okrężną drogą, bo cały czas musimy znajdywać się w obrębie celu misji.
Takich niedociągnięć można by wymienić jeszcze kilka... Interakcja ze światem
stoi na niziutkim poziomie. Praktycznie nie zobaczymy odpadającego z wieżowców
tynku, popękanych szyb, zniszczonego sprzętu w pomieszczeniach etc… Spotykamy
się za to z tandetnymi minigierkami, polegającymi na uzbieraniu określonej
ilości serduszek (sic!), w celu otrzymania dodatkowych punktów. Któż to widział,
żeby amerykański super-hero uczestniczył w słodziutkich i uroczych
zabawach?!
A teraz
najlepsze…
Wszystkie wyżej wymienione wady bledną
przy tej jednej. Oto powód tak tragicznego wstępu... Chodzi o długość rozgrywki.
Autorzy przygotowali nam całe 7 misji, które wprawiony gracz ukończy w około 2
godziny! Kpina… Muszę przyznać, że gdy grałem w Spiderman’a 2 (żyjąc jeszcze w
błogiej nieświadomości) myślałem, że produkt ten zasługuje nawet na „siódemkę”.
Jednak w momencie, gdy mym oczom ukazały się napisy końcowe, czar prysł. Nagle
cała gra przybrała w moich oczach wymiar prostej platformówko-zręcznościówki, w
dodatku niebywale krótkiej. Początkowo sądziłem nawet, że to jakaś rozbudowana
wersja demo, ale nie… to było wszystko, co przygotował nam Activision. W
porównaniu do macierzystej wersji z konsoli, są to nieudolne wypociny
programistów zza oceanu, które w postaci płyty CD nadają się tylko jako
podstawek do piwa. Smutna to prawda, ale podejście do właścicieli pecetów
odbiega daleko od wymarzonych przez nich standardów.
Parę słów o
grafice
Jeżeli po tym wszystkim zdecydowaliście
się jednak czytać dalej, chwała Wam za to. Strona wizualna również nie
prezentuje się zbyt dobrze. Co prawda charakterystyczna, smukła budowa Człowieka
Pająka i ciekawy wygląd bossów to zalety grafiki, jednak z resztą jest już
trochę gorzej. Wszyscy bezimienni wrogowie wyglądają tak samo, a ich animacja
jest taka sobie. Projekty budynków nie wyglądają naturalnie, a modele samochodów
są prostolinijne i kanciaste. Wstawki filmowe prezentują się słabo. Braki w
wizualizacji widać, gdy bohaterowie gry poruszają ustami - ich ruchy i
wypowiadane słowa nie współgrają ze sobą. Tekstury niekiedy znikają, a animacja
wyprowadzanych ciosów nie jest płynna. Chciało by się powiedzieć - jaki pan,
taki kram.
Ile jeszcze…?
I tak o to, niemal w żałobnym tonie, przechodzimy do
podsumowania. Gra jest mierna, skandalicznie krótka, nie wnosi nic nowego do
gatunku i kosztuje krocie. Jednym słowem - komercja. Wystarczyłoby urozmaicić
trochę misje, a nie tylko przechodzić od bossa do bossa, a ocena na pewno byłaby
wyższa. Autorzy mogli się pokusić o ściągnięcie kilku zadań z filmu, jak choćby
dowóz pizzy na czas, czy walka z bandytami grasującymi po metropolii. Takich
zabiegów jednak nie zastosowano. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba
się tylko zastanowić, ile razy jeszcze programistom uda się nabrać niczego
nieświadomych klientów i zbić kokosy niskim nakładem pracy? Ile razy jeszcze
będziemy musieli pisać tak bardzo krytyczne recenzje? Ile jeszcze…?