Komercja atakuje nas z każdej strony.
Producenci stawiają na łatwy zysk, kosztem nieco zdezorientowanych klientów, a
jednocześnie napalonych na produkt, będący właśnie na fali. Takie serwisy jak
nasz, mają za zadanie uchronić konsumentów od nieudanych zakupów, bo jak wiadomo
- gry nie kosztują mało. Myślicie, że pomyliły mi się recenzja z publicystyką?
Otóż nie! Takim właśnie produktem, mającym przynieść łatwy zysk niskim nakładem
pracy, jest najnowsze „dzieło” Activision - Spiderman 2.
Niechlubne
przykłady
Jak wszyscy zapewne wiecie, dwudziestego
sierpnia do polskich kin wchodzi sequel filmu opowiadającego o super-bohaterze,
ratującym niewinnych obywateli miasta, a przede wszystkim swą ukochaną - Mary
Jane Watson, przed pojawiającymi się na każdym kroku niebezpieczeństwami. Mowa
oczywiście o Człowieku Pająku, czyli Spiderman’ie. W związku z tym wydarzeniem,
Activision postanowił skwapliwie wykorzystać nadarzającą się okazję i wypuścił
na rynek grę o tym samym tytule. Produkt sam w sobie nie jest może bublem
nadającym się od razu do kosza, lecz o przyczynach tak surowego wstępu napiszę
później. W przeszłości, nawet niedalekiej, można napotkać liczne przykłady
takiego samego podejścia producentów do sprawy gier na pecety. Choćby słynny
Enter The Matrix, który ukazał się równo z premierą drugiej części trylogii
braci Wachowskich. Wiadomo, że rozjuszony tłum rzucił się na produkt, niczym
głodny na mięso, ale okazało się, że jest ono zepsute i można nabawić się
niestrawności. EtM był cienki jak Polsilver, a mimo to przez długi czas cieszył
się największą sprzedażą, czy to w sklepach internetowych, czy w salonach
Empiku. Zresztą producenci nie idą na łatwiznę tylko w przypadku filmów. Bardzo
często zdarza się, że gra, która odniosła sukces, jest hańbiona przez swoje
następczynie. Tak było chociażby w przypadku Deus Ex’a i jego sequela. Jeśli
chodzi o Spiderman’a, to mamy do czynienia z oboma tymi przypadkami. Tyle, że
pierwsza gra o człowieku pająku nie była oszałamiająca, jednak stała na w miarę
dobrym poziomie.
Pierwsze dobre
wrażenie
Początek rozgrywki to porządny i
przejrzysty tutorial. Uczymy się podstawowych rzeczy, jakie musi umieć nasz
bohater, a więc latania z użyciem jego nieodzownego elementu - sieci, chodzenia
po ścianach, pokonywania wrogów zarówno za pomocą prostych ciosów, jak i
combosów oraz kilku innych przydatnych czynności. Gracze, którzy mieli styczność
z pierwszą częścią Spiderman’a, nie powinni mieć jednak żadnych problemów z
opanowaniem ruchów komiksowego super-bohatera. Zwłaszcza, że sterowanie w
znacznym stopniu uległo poprawie. Dodatkowo sieć, którą wypuszcza Hero, nie leci
już w niebo, lecz zaczepia się w specjalnie oznakowanych punktach. Z jednej
strony zwiększa to realizm, z drugiej ogranicza nam pole manewru. Oprócz tego,
uproszczenie sterowania pociągnęło za sobą konsekwencję w postaci mniejszej
ilości ataków, jakie może wyprowadzać Spiderman. Niepostrzeżenie z samouczka
przechodzimy do pierwszej misji, w której (ku mojemu zaskoczeniu) od razu mamy
do czynienia z jednym z bossów.
Rhino - pierwsze
starcie
Pajęcza intuicja ostrzega naszego bohatera
przed nadciągającym niebezpieczeństwem. Tu liczy się refleks. Nie można pozwolić
sobie na chwilę nieuwagi. Udane minięcie wściekłego przeciwnika i akcja po
chwili przenosi się w zupełnie inne miejsce. Takie sytuacje w Spiderman’ie to
nie rzadkość. Na początku uciekający wrogowie dodają smaczku rozgrywce, jednak
na dłuższą metę zabawa w kotka i myszkę staje się monotonna. Odważę się nawet
powiedzieć, że to pogoń za rywalem stanowi większą część walki. W dodatku wroga
można pokonać stosując tylko jedną taktykę, wyraźnie nakreśloną przez twórców na
prostym komiksie, który pojawia się przed każdym starciem z bossem. Takie
rozwiązanie wskazuje na ukłon w kierunku młodszych graczy. I tu spotykamy się z
pewnym absurdem. Może i krew nie leje się na prawo i lewo, jednak czy
jedenastolatek powinien w ogóle zasiąść do gry, w której chodzi o pokonywanie
wrogów za pomocą bardzo popularnego w dzisiejszych czasach argumentu, jakim jest
siła? To już temat na osobny artykuł… Zresztą takich uproszczeń jest więcej,
dlatego druga część Spiderman’a raczej nie trafi w gusta komputerowych
wyjadaczy.