|
Kiedy redaktor naczelny miał w opisie GG błagalną prośbę do recenzentów serwisu o przetestowanie wersji demo Battlefield 2 pomyślałem sobie „A co mi tam! W końcu sobie pogram w dobrą grę po sieci i będzie fajno!”. Zgłosiłem się ochoczo niczym wojak zaciągający się do armii. Wtedy pojawił się pierwszy problem - demo waży bagatelka 550 MB. Mówię sobie „A co mi tam! Pół dnia i mam ściągnięte”. Nie zniechęcony tym faktem zacząłem szukać skąd mógłbym ściągnąć. Kiedy zobaczyłem ile ludzi ssie to demo pomyślałem sobie „Fajno fajno, będzie z kim grać!”. Ucieszony zainteresowaniem wersją demonstracyjną przystąpiłem do ściągania skutecznie wyłączając się tym samym ze społeczności sieciowej, gdyż nie chciałem zmniejszać mojego i tak już niskiego transferu. Kiedy na moim dysku znalazł się już ten ponad 500 megowy plik pomyślałem sobie „Instaluję bez zwłoki!”, po czym czynność tą wykonałem. Choć miejsca na dysku za dużo nie mam to z przyjemnością je poświęciłem. Pisząc te słowa przetestowałem już dość dobrze grę. Czy jestem zniesmaczony? Nie. Ale moje uczucia odnośnie Battlefield 2 określiłbym jako rozczarowanie.
W 2002 r. ukazała się gra sieciowa Battlefield 1942. Był to FPS przeznaczony dla rozgrywek sieciowych z akcją osadzoną w realiach II wojny światowej. Choć realizmu było w nim niewiele, to tytuł był bardzo grywalny, o czym świadczy ciągle spore zainteresowanie. Muszę przyznać, że nie grałem w produkcję EA Games zbyt długo, ale gra - zarówno idea jak i wykonanie - przypadły mi do gustu. Dlatego też pisząc zapowiedź Battlefield 2 spodziewałem się dobrej gry. Moje zdanie zmieniło się po spotkaniu z najnowszym demem.
Komputer kupowałem w zeszłym roku. Pod koniec lipca minie dokładnie rok. Właściwie to nie ja kupowałem, tylko mój tata (poprzedni spalił - wina zwalona na mnie), dlatego liczba MB pamięci RAM wynosi tylko 256. Przez ten rok nie uzbierałem na dokupienie RAMu, może dlatego, że wszystkie gry działały na moim sprzęcie dobrze, a może po prostu jestem rozrzutny. Jak na standardy dzisiejsze to zbyt mało, co doskonale pokazuje Battlefield 2.
Aby móc w ogóle zagrać w demo trzeba utworzyć swoje konto, na które zawsze należy się logować. Muszę przyznać, że to dobry, choć nie innowacyjny sposób walki z piractwem, czasem jednak sprawia problemy. Nie potrafię sobie wytłumaczyć, dlaczego musiałem utworzyć 4 konta, aby móc zagrać na jednym. Nie zniechęciło mnie to za bardzo i znalazłem się w menu. Jest ono utrzymane w szarej tonacji, na tle menusów rozgrywa się walka w bliżej nieznanym pustynnym mieście, ukazana jakby ze szpiegowskiego satelity. U góry ekranu opcje. Surowo, ale przejrzyście. Tak powinno być. Bez większego zastanawiania się przystąpiłem do trybu Singleplayer.
Drugie rozczarowanie - tylko jedna mapa. Walczyć na niej mogą dwie frakcje - Amerykanie (zdziwiło mnie to niesamowicie…) i zrzeszeni Arabowie (cóż za innowacyjne połączenie!!). Z ekranu ładowania dowiedzieć się można, że w tytułowej Gulf of Oman wylądowały wojska amerykańskie, które mają za zadanie przejąć Arabską bazę lotniczą. W tym miejscu zarządzam mały konkurs, którego nagrodą gwarantowaną za poprawną odpowiedź jest możliwość czytania dalszej części artykułu. Pytanie brzmi: czego bronią Arabowie, a na co czyhają Amerykanie: a) fabryki gumowych kaczuszek, b) pól ropy naftowej, c) schroniska dla bezdomnych much końskich. Odpowiedzi każdy się domyśla, więc wszyscy mogą czytać dalej. Rozumiem, że do walki w takich grach nie trzeba pomysłowej fabuły, ale troszkę więcej fantazji panowie twórcy mogli okazać. Dowiadujemy się także co nieco o mapie i trybie rozgrywki. Mapa jest szesnastoosobowa, więc mała. Twórcy zapowiadali możliwość walki do 100 osób na jednej lokacji. Przymknąłem na to oko, bo to przecież tryb Singleplayer, który na dobrą sprawę doczepiony jest na siłę, o czym się jeszcze miałem przekonać. Tryb rozgrywki nazwany Conquest polega na redukcji „mandatów” (ang. Tickets) oponenta lub przejęciu wszystkich punktów kontrolnych. Mandaty redukowane są przez utrzymanie jak największej liczby punktów kontrolnych w formie wetkniętych w ziemię flag - 4 dostępnych, 2 neutralnych, po jednej dla każdej ze stron na początku w ich bazie. Tryb wydaje się logiczny, a zadanie jest proste. Po zapoznaniu się tymi informacjami kliknąłem na Join Game. Pojawił się pasek postępu, który rósł w ślimaczym tempie. Oczekiwania nie umiliła nawet całkiem miła muzyka. Poszedłem więc zrobić sobie orzeźwiający arabski napój, w Polsce znany pod nazwą kawy. Kiedy wróciłem, pasek już prawie dobiegł drugiej krawędzi ekranu. Poczekałem jeszcze dobrą minutę i mogłem rozpocząć misję.
|