Nikogo zapewne nie dziwi fakt, że po wydaniu unikatowej pozycji, która zdobywa rzesze zwolenników na całym świecie, producenci kwapią się do stworzenia dodatków lub pełnoprawnych kontynuacji. W przypadku korporacji Digital Illusions, która w 2002 roku uraczyła nas niezwykle grywalnym i klimatycznym Battlefield 1942, było identycznie. Po sukcesie wspomnianego tytułu, na rynku ukazały się dwa rozszerzenia do tegoż (odpowiednio Road to Rome i Secret Weapons of WWII), a następnie sequel, czyli Battlefield: Vietnam. Ale gracze nie mieli jeszcze dość zabawy na „polu bitwy”, zaś producenci wystarczającej (?) liczby „zielonych” (zresztą tych nigdy za wiele), toteż postanowiono wyprodukować kolejną część serii, którą po prostu nazwano Battlefield 2.
Zwykle kontynuacje są słabe, nie mają tego klimatu, co poprzednie odsłony cyklu itd., ponieważ autorzy nie mogą sprostać oczekiwaniom graczy lub twierdząc, że gra i tak się sprzeda dzięki marce, tworzą swój produkt na przysłowiowe „odwal się”. Jednak w przypadku programistów Digital Illusions jest zupełnie inaczej. Decydując się na produkcję „dwójki” wiedzieli, że muszą stworzyć grę, godną nazywać się sequelem 1942 i Vietnamu. I śmiało mogę rzec, że takowa powstała, bowiem Battlefield 2 łączy w sobie najlepsze cechy poprzednich części oraz dodaje nowe możliwości, zapewniając praktycznie nieograniczone możliwości i nieśmiertelność grze.

Po tym, jak odwiedziliśmy pola bitew z II wojny światowej i Wietnamu, przyszło czas na przedstawienie graczom fikcyjnego konfliktu, dziejącego się na przełomie XX i XXI wieku (tj. mniej więcej w teraźniejszości). Opowiedzieć możemy się po jednej z trzech stron: Korpusu Marines Stanów Zjednoczonych (w skrócie w grze USMC), Koalicji Bliskowschodniej (MEC) oraz Ludowej Armii Wyzwoleńczej, czyli Chiny (PLA). Każdą ze stron charakteryzuje swoiste wyposażenie ekwipunku i specyficzne środki transportu.
Produkt przede wszystkim adresowany jest do fanów potyczek sieciowych, jednak dla osób nie podłączonych do Internetu, przygotowano 10 map, na których można zmierzyć się z botami (tryb ten jest także dobrą rozgrzewką przed właściwą zabawą z żywymi przeciwnikami w sieci). Muszę śmiało powiedzieć, że Sztuczna Inteligencja komputerowych nieprzyjaciół zadziwiła mnie bardzo pozytywnie. Wielkie brawa należą się twórcom właśnie za ten element, bowiem SI jest na tyle dobre, że na singlu gra aż „ocieka miodem” (na multi też, ale to inna bajka). Jest niezwykle grywalna, klimatyczna i pozwala nam dosłownie na wszystko. Wrogowie potrafią niezwykle precyzyjnie celować; uciekać w momencie, w którym nie widzą szans w starciu (np. gdy celujemy do lecącego samolotu i delikatnie nasze pociski go musną tak, że zacznie się dymić, to nie pcha się dalej pod lufę tylko zawraca). Piechota nieźle daje radę w bezpośrednich starciach, wykorzystując nasze błędy lub moment przeładowania broni (pamiętam, że w innych FPSach zdarzały się takie niedociągnięcia, które powodowały, że komputerowy przeciwnik widząc, że przeładowujemy giwerę czekał, aż wymienimy magazynek). Jednak mam wrażenie, iż po dłuższym obcowaniu z grą zaczniemy tak czy owak w trybie solo likwidować wszystko, co się rusza i jest ubrane tak samo, jak my...