To prawie tyle, jeśli chodzi
o rasy. Armie wprowadziły w świat RTS nieoczekiwane urozmaicenie rozrywki -
podziemia. Mówiąc szczerze, to nieraz byliśmy już świadkami wprowadzenia do gier
nowego pomysłu, który jednak nie był dopracowany i jego wady równały z ziemią
wszystkie zalety. Śmiało mogę powiedzieć, iż w tym przypadku jest z tym o wiele
lepiej. Podziemia są mądrze wplecione w rozgrywkę. Przeciwnika można teraz
zaskoczyć nie tylko z powietrza (drop) a i spod ziemi! Możemy wyprowadzić nasze
wojsko z podziemi od razu obok bazy niczego niespodziewającego się wroga.
Pośrodku bazy uczynić tego raczej się nie da, ponieważ Cesartwo na przykład
buduje dobrze widoczny szyb na powierzchni, a Przeklęci stawiają rzucający się w
oczy portal. Podziemia jednak są niebezpieczne, bo zamieszkują je potężne,
budzące strach stworzenia, które mogą spokojnie wykosić w pień całe nasze
wojsko. Z podziemi na powierzchnię możemy też rzucać czary (zaczynając od tych
prostszych i kończąc na potężnych i niebezpiecznych, których liczba jest
ograniczona), co okazuje się bardzo przydatną rzeczą.

AI komputera byłoby niezłe, tylko że jego
skriptowanie w singlu Black Hole Games chyba nie wyszło. Skrypt - wróg wraca na
swoje pozycje, jak tylko my uciekamy dostatecznie daleko. Bierzemy katapulty i
roznosimy kompa, bo nawet atakowana przez katapultę jednostka nie pójdzie w
kontrę, ponieważ nie widzi wroga.
W kampanię warto zagrać nie tylko dlatego,
że ułatwi nam to zapoznanie się z przedstawionymi w grze trzema całkowicie
różniącymi się między sobą rasami, lecz przyniesie także masę emocji, tak
pozytywnych jak i, przykro mi to mówić, negatywnych (ostatnich o wiele mniej). I
nie tylko dlatego...