Gier o Robin Hoodzie mieliśmy okazję (bo
przyjemność była raczej wątpliwa) już trochę zobaczyć. Tym razem szansę
wcielenia się w super-bohatera z lasu Sherwood dostali najmłodsi. A wszystko za
sprawą serii Playa - Max Kids, w której produkt został wydany.
Historyjka
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za
siedmioma lasami, za siedmioma rzekami i za siedmioma morzami (cholera, Ci to
mieli wszędzie daleko ;) ) istniało sobie królestwo. Jak sama nazwa wskazuje,
najważniejszą osobą na tym odległym landzie był król. Posiadał on piękną córkę.
Żyli sobie w majętnym kraju, razem z armią gotowych na każde poświęcenie rycerzy
i wszystko było cacy. Aż pewnego tragicznego dnia na zamek przybył zły smok i
uprowadził królewnę. Władca popadł w ciężką depresję. Płakał, lamentował, błąkał
się po całym królestwie i wydawało się, że postradał zmysły. Tak się jednak nie
stało. Wysłał swych najdzielniejszych rycerzy, aby odbili jego córkę z rąk
straszliwego smoka, jednak oni już nigdy nie powrócili. Załamany król chwycił
się ostatniej deski ratunku - wydelegował posłańca do lasu Sherwood, aby prosić
o pomoc Robin Hooda. Chłopiec na posyłki przybił wezwanie do jednego z drzew i
odszedł. Bystry bohater od razu zobaczył świstek, więc zabrał się do lektury.
Zapewne silnym argumentem było zdjęcie pięknej królewny, w której najlepszy
łucznik ówczesnego świata zakochał się od pierwszego wejrzenia. Bez wahania
wkroczył do akcji niczym Rambo. I w tym miejscu gracz przejmuje stery, a przez
to i odpowiedzialność za życie uroczej córy królewskiej.
Przygoda, przygoda, każdej chwili
szkoda
Robin Hood: Leśne przygody to gra
przeznaczona dla najmłodszych. Dlatego nie może dziwić fakt, że jest to prosta
platformówka w rysunkowej oprawie graficznej. Właściwie musimy tylko unikać
gęsto rozsianych przeciwników. Chociaż niektórych z nich ciężko nazwać
„przeciwnikami”. Stanowią oni dla naszego bohatera jedynie przeszkody, które
można przebyć na dwa sposoby. Pierwszym jest naskoczenie na delikwenta. Taki
zabieg powoduje, że żabki, grzybki, krety, rycerzyki czy chodzące drzewa, po
prostu się rozpływają. Innym sposobem jest strzelenie do takiego jegomościa z
łuku. Tylko że najpierw trzeba zdobyć strzały. Oprócz nich w powietrzu
zawieszonych jest kilka innych bonusów, dzięki którym zdobywamy punkty. Są to
różnej maści pokarmy. Aby ich nie wymieniać powiem, że jest to pożywienie raczej
lubiane przez dzieci. Z czasem rywale są coraz trudniejsi - kury rzucające
jajkami, armaty strzelające kulami… Długo by jeszcze można wymieniać.
Najprościej mówiąc - trzeba być cały czas uważnym. I ruchliwym, gdyż jeśli za
długo stoimy w jednym miejscu, to z nieba sfruwa sęp czy inny kondor i porywa
nas w przestworza. Bardzo pomocny w grze jest łuk, czyli broń, bez której Robin
Hood nie jest tak naprawdę sobą. Pozwala unicestwić wroga z dużej odległości.
Maksymalnie możemy mieć sześć strzał, które należy umiejętnie wykorzystywać. Po
co je tracić na prostych przeszkodach, skoro lepiej zachować je sobie na trudne
momenty?