Recenzja: Tony Hawk's Underground 2

Autor: Frick
Opublikowano: 17 grudnia 2004 r.

Tony Hawk’s Underground 2 - recenzja

Wyskakujesz, robisz pięknego 360 Indy i kończysz Revertem, gdy nagle zajeżdża ci drogę czarna furgonetka. Jest za późno na hamowanie, deska poleciała pod autem, ale ty nie miałeś tyle szczęścia. Pamiętasz tylko, że z ziemi podniosło cię dwóch osiłków i wrzuciło do samochodu. Teraz budzisz się, otwierasz oczy, rozglądasz i widzisz kilka innych osób, a wszyscy myślicie tylko o jednym – „Co tu jest grane?”. Z tej zadumy wyrywa was wyskakująca nagle postać z piłą mechaniczną rodem z filmu Teksańska Masakra. Podchodzi blisko jednego z uprowadzonych i przybliża mu do klatki piersiowej działające narzędzie. Osaczony zaczyna krzyczeć, kamera powędrowała w okolice krocza, gdzie przez szerokie gacie sączy się „ciepła ciecz”. Upiór wyłączył swój przyrząd grozy i... Zaczyna się śmiać. Po chwili dowiadujemy się, że to nie potwór z horroru, lecz sam Bam Margera, a obok stoi równie wielka sława – Tony Hawk.

Tak właśnie zaczyna się kolejna część serii firmowanej nazwiskiem Tony’ego Hawk’a, a tym razem przy nazwisku widnieje napis Underground 2. Standardem jest, iż panowie z Neversoft’u przykładają się do swojej roboty. Każda kolejna część wnosi coś nowego – tak jest i tym razem. Dostajemy możliwość chodzenia, wspinania się, edytowania twarzy, robienia i zmieniania graffiti, wymyślania nowych tricków, niszczenia deski, zwalniania czasu (ta opcja niedługo będzie chyba wszędzie J). Wszystkich rzeczy jest tak dużo, iż sam wątpię, czy odkryłem je wszystkie podczas tak krótkiego obcowania z grą. Nowości, które się pojawiły, opiszę za chwilę, teraz jednak chciałbym omówić główny wątek w tej produkcji, a mianowicie podtytuł: World Destruction Tour. (To o czym teraz będę pisał można znaleźć w menu pod tytułem „Story Mode”.) Naszym celem jest przejechanie całego świata i... niszczenie wszystkiego, co się tylko da. Zadanie wydaje się trudne, jednak z pomocą przychodzi nam sam Tony Hawk oraz ekipa Jackass (!). Tak więc wyruszamy w naszą wirtualną podróż...

Zasady są podobne do poprzedniej części [THPS 4] – gracz zostaje rzucony na planszę i bez jakiegokolwiek limitu czasu może po niej jeździć. Już od samego początku dostaje część zadań z danej lokalizacji, które może wykonać w każdej chwili. Dlaczego tylko część? Ponieważ kolejne misje są odblokowywane podczas odnajdywania innych skateów ukrytych na planszy. Gdy ich znajdziemy, wciskamy przycisk odpowiedzialny za „graby” i w ten sposób zmieniamy postać gracza. Na każdej planszy można znaleźć 4 takie osoby, a osobliwości, w które możemy się wcielić, jest naprawdę wiele. Można na przykład pojeździć sobie skatem po przejściach – czyt. na wózku inwalidzkim, można wcielić się w prowadzącego program Monster Garaże – Jesse James na swoim ciekawym „pojeździe” (bo trudno TO nazwać), czy też zostać dzikim gorylem na „odlotowej” desce. Postaci w grze jest naprawdę wiele, a do tego jest możliwość by stworzyć swoją własną – to opiszę później. Do wyżej wymienionych postaci specjalnych dochodzą jeszcze sławy znane z gazet czy TV, takie jak Tony Hawk, Eric Koston, Bam Margera, Rodney Mullen. Niestety nie pojeździmy sobie główną postacią z Jackass – Johnnym Knoxville, a szkoda...

Jak już wspomniałem, naszym zadaniem jest robienie wszystkiego, aby się świetnie bawić, czyli czeka na nas niszczenie przeróżnych rzeczy, rozwalanie wieży, obrzucanie przechodniów pomidorami, rozgniatanie byczych odchodów, rozbicie wielkiego akwarium, wykolejenie pociągu oraz (pod koniec gry) stworzenie wielkiego, „fajerwerkowego” skateparku. Wymieniłem tylko część „misji”, a do nich dochodzą jeszcze te zwykłe, czyli w miarę normalne. Bo jak można nazwać w pełni „normalnym” zadanie, gdzie trzeba zlecieć z dużej wysokości na rampę, rozpędzić się, a następnie przeskoczyć domek? Ale właśnie po to jest tutaj ekipa Jackass, żeby można było wprowadzić zwariowane ćwiczenia do wykonania.



W grze czeka na nas jeszcze wiele niespodzianek, ale największą jest powrót trybu Classic Mode! WDT to tylko 50% gry, drugą połówką jest właśnie wymieniony tryb CM, znany z Tony Hawk’s Pro Skater 2 oraz 3. Tradycyjnie już dla tego typu rozgrywki dostajemy listę 10 zadań, oraz czas stu dwudziestu sekund na ich wykonanie. Dla mnie przyjemnym dodatkiem było też to, iż w THUG 2 zobaczyłem znane mi z trzeciej części plansze „Canada” oraz „Aiport”. Z tego powodu jeszcze raz przeszedłem THPS 3, tylko po to, aby zrobić screeny z tych miejsc w obydwu grach i porównać.

Jak można zobaczyć – poprawiono efekty odbicia oraz cienie. Całość wygląda lepiej, jednak zdarzało się, iż wspomniane cienie zostawały źle wyświetlane. W grze poprawiono mimikę i animację postaci. Upadki wyglądają realistycznie, jednak nawet zaliczenie gleby z dużej wysokości nie powoduje żadnego urazu naszego bohatera, a jakby tego było mało, to potrafi on jeszcze wstać i kopnąć deskę. Skoro mowa o niszczeniu desek – jest to kolejna nowość. Zaraz po nieudanym tricku wystarczy szybko naciskać klawisz odpowiedzialny za „grindy”, a w zależności od naszej szybkości zobaczymy jak deska zostaje łamana, kopana lub rzucana. Niestety źle na tym wychodzi klawiatura, gdy zamiast palcem nacisnąć KP 8, pięścią wali się w „cała strefę”, w której znajdują się klawisze numeryczne... Ale wracając do grafiki, od zawsze cała seria jest chwalona za jej ładne wykonanie oraz za niskie wymagania. Tak jest i tym razem – minimalne wymagania według producenta to procesor przynajmniej 800 MHz, 256 MB RAM, oraz karta grafiki z 32 MB. Osobiście udało mi się sprawdzić działanie gry na komputerze z procesorem 1.4 GHz z kartą graficzną GeForce2 MX 400 oraz 320 RAM i całość chodziła płynnie na pełnych detalach.

Lokalizacje, po jakich będziemy jeździć, to znane miasta z całego świata. Nie są one idealnie odwzorowane – są to po prostu olbrzymie skateparki, w których jak zawsze jest multum poręczy, ramp oraz skoczni. Ogólne wrażenie jest dobre, tereny są przejrzyste i szybko można znaleźć odpowiednie miejsca do combo. Ogólnie plansz w Classic Mode jest trzynaście, a w Story Mode osiem. Tak więc do wykonania w CM mamy co najmniej 130 zadań, a w SM przynajmniej drugie tyle. Mówię w przybliżonych wartościach, ponieważ nie udało mi się znaleźć żadnej oficjalnej informacji o planszach. W trakcie gry można spotkać skateów jeżdżących na deskach, a często naszym zadaniem jest pokazanie im jak wygląda dany trick.

Teraz chciałbym przejść do muzyki... W THUG 2 znajdziemy ponad pięćdziesiąt utworów znanych muzyków. Wszystkie kompozycje są uporządkowane według rodzaju: Punk, Hip-Hop oraz Rock/Other. Na liście utworów znajdziemy przeboje między innymi Franka Sinatry, Metallici oraz The Doors. Jeżeli podczas gry spodoba ci się jakaś piosenka, wystarczy wcisnąć ESC, a w prawym dolnym rogu zobaczysz, kto wykonuje dany utwór oraz jego tytuł. Jak zawsze muzyka jest bardzo dobrze dobrana i nie przeszkadza w czasie rozgrywki. Tradycyjnie w miarę przechodzenia kolejnych etapów, zostają odblokowywane krótkie filmiki, które tym razem są naprawdę dobrej jakości.

Wielu krytykuje wszystkie części za złe sterowanie twierdząc, iż wykonanie niektórych zadań grozi supłem na palcach. Dlatego muszę uznać to za wadę i dać minus grze, jednak uważam, iż można do tego spokojnie przywyknąć. Wystarczy przejść Tutorial – zapoznamy się ze sterowaniem, a do tego poznamy wszystkie nowości. Jedną z takich jest coś podobnego do Bullet-Time. Gdy nasz pasek special będzie pełny, wystarczy kliknąć „0” na klawiaturze numerycznej, a czas zostanie na kilkanaście sekund spowolniony. Szkoda tylko, że ta opcja nie działa podczas gry w sieci... Dodano za to możliwość nałożenia swojej twarzy na postać którą sterujemy. Jednak uważam, iż trzeba nad tym trochę popracować. Denerwowało mnie trochę, że przy nakładaniu swej podobizny nie mogłem posłużyć się myszką. Może dobrze jest, iż wszystko da się zrobić na klawiaturze/padzie, jednak w tym przypadku trochę to irytujące. Nie lubię być rozpoznawany, ale teraz chyba wszyscy będą wiedzieć kim jestem!



Jak widać, można zmienić kolor skóry, dać teksturę na twarz oraz zmienić zewnętrzny wygląd. Kolejną nowością jest tworzenie własnych tricków. Jak na razie nie udało mi się jakiegoś pięknego stworzyć, jednak mam nadzieję, iż ta opcja działa...

Najważniejszą zmianą w grze jest ta, którą chwalili się konsolowcy grający w pierwszą część Underground. Do tej pory opisywałem opcje, które nie są ważne, a jedynie uatrakcyjniają rozrywkę. Teraz pora przejść do możliwości chodzenia, skakania oraz wspinania się z deską w ręku! Wystarczy wcisnąć odpowiedni klawisz na klawiaturze, a nasza postać zejdzie z deski i chwyci ją w dłoń! Dzięki temu zyskujemy możliwość dotarcia w całkowicie nowe miejsca. Można wchodzić po drabinie, podskoczyć i wdrapać się na wyższy podest, kucnąć, a nawet zacząć zwisać na linie i przejść po niej na drugi budynek. Niestety, podczas chodzenia kamera zachowuje się dziwnie i często trzeba ręcznie ustawiać jej pozycję, ze co wielki minus! W związku z tym, że możemy stać, twórcy dodali możliwość malowania graffiti. Tak więc czas zacząć tworzyć na murach małe Tagi, jak i wielkie rysunki na pustych billboardach. Dodatkowo mamy do wyboru małe obrazki dodane przez twórców, które możemy na siebie nakładać. Szkoda, że nie można importować swoich własnych dzieł.

Podsumowując – THUG 2 to produkt wspaniały, dodano wiele nowości, uatrakcyjniono nam rozrywkę dzięki licznym nowościom. Za tym tytułem przemawia również rzesza bardzo wielu fanów z całego świata. Wszyscy, którzy polubili tę serię uważają, iż mogą w nią grać nawet Ci, co z niesmakiem patrzą na skateów jeżdżących po pomnikach czy ławkach w mieście. Ten produkt po prostu wciąga, i nawet gdy stracisz combo za dwadzieścia milionów i twardo zresetujesz kompa, po pewnym czasie ręka sama najeżdża na ikonę „Tony Hawk's Underground 2.exe” i dwa razy klika, bo ta gra naprawdę uzależnia!

Epilog

Gdy tylko dowiedziałem się, że recenzję THUG 2 pisać będę ja, od razu w mojej głowie zrodził się pomysł o daniu minusa za poprzednią część. Wydaje mi się to słuszne, zważywszy na to, iż to najpierw konsolowcy dostali pierwszego Pro Skater’a, a niedawno dostali także pierwszego Underground’a. Jestem wielkim fanem całej serii, jednak z czystym sumieniem nie mogę wystawić grze najwyższej oceny. Wprawdzie wprowadzono szereg nowości, jednak wydaje mi się, że ostatnio produkcje ukazują się z rocznym opóźnieniem, czyli 360 dni temu może byłby to wielki tytuł, jednak teraz jest tylko bardzo dobry.


Frick