Nadszedł czas kolejnej wielkiej imprezy
futbolowej, a więc pora wydania następnej gry piłkarskiej. Z szansy skrzętnie
skorzystała znana i niekoniecznie lubiana firma Electronic Arts, a konkretnie
jej pododdział - EA Sports. Niestety i tym razem na chęci łatwego wzbogacenia
się ucierpią gracze. Czy jednak jest aż tak źle, żeby przejść obok tego tytułu
obojętnie? Okazuje się, że nie do końca.
Deja vu?
Wszyscy kibice piłki kopanej i maniacy
komputerowi zapewne świetnie pamiętają wydaną pod koniec ubiegłego roku kolejną
już grę z serii FIFA, tym razem opatrzoną numerkiem 2004. Za tę produkcję
kanadyjskie studio zebrało gromy, zarówno od prasy komputerowej i serwisów
internetowych, jak i samych graczy, zdegustowanych kolejnym tytułem, nie
wnoszącym nic nowego do gatunku. Sam wtedy należałem do grupy zagorzałych
krytyków najnowszej części FIFY. Zresztą nie żywiłem też wielkich nadziei w
związku z EURO... No i rzeczywiście, już od samego początku produkt wydał mi się
bliźniaczo podobny do poprzedniczki. Jednak było coś, co trzymało mnie przy tym
tytule. Może szukałem jakichś nowości? Może nie chciałem od razu skreślać
najnowszej gry EA Sports?
Mazurek
Dąbrowskiego
Głównym trybem gry są oczywiście
Mistrzostwa Europy. Nie zaczynamy jednak od samych finałów, lecz już od
eliminacji. Zresztą, oprócz meczów grupowych, czekają na nas także spotkania
towarzyskie, których (niestety) nie można ominąć. Oto więc pierwszy chwyt
programistów zza oceanu na sztuczne wydłużenie rozgrywki. Z drugiej jednak
strony, dodaje to nieco realizmu i zapalonym fanom futbolu na pewno spodoba się
takie rozwiązanie. Szkoda tylko, że meczów towarzyskich nie możemy planować
sobie sami. Na szczęście kadry drużyn narodowych są szerokie, także samodzielnie
wybieramy tych najlepszych. Jedną z nowości są morale zawodników, które rosną
lub spadają w zależności od: tego czy występują w wyjściowej jedenastce, postawy
podczas meczów reprezentacji narodowej oraz formy w klubie. Tak naprawdę jednak
to tylko ozdoba, gdyż różnica między zawodnikami tej samej klasy, a o
diametralnie różnym morale jest niezauważalna. Po wybraniu składu drużyna
wychodzi na murawę, gdzie wita nas fragment hymnu jednego z państw. Jeszcze
chwila koncentracji w obu zespołach i za chwilę można zaczynać!
Pierwszy
gwizdek
Czas napisać parę słów o najważniejszym
elemencie gry sportowej, czyli o rozgrywce. Ten, kto zna FIFĘ 2004 zapewne
zauważy, że przez te pół roku zmieniło się bardzo niewiele, jeśli w ogóle
cokolwiek. Widocznie panowie z EA Sports wyszli z założenia, że tego co dobre
się nie zmienia, jednak umknął im jeden, dosyć istotny szczegół. Ich poprzedni
produkt nie był dobry, a przynajmniej nie spełniał oczekiwań graczy. Tak więc
możemy zaobserwować ten sam system rozgrywki, zachowanie komputerowych
przeciwników, zwody, sposób wykonywania stałych fragmentów gry. Ale przede
wszystkim denerwuje ta niezmienna, cholernie sztuczna doskonałość. Wszystko
oparte jest na skryptach, nie ma przypadków. Zawodnicy wypuszczają sobie piłkę
dokładnie na tą samą odległość przy każdym kopnięciu, komputerowy przeciwnik
zawsze wie, jak się najlepiej ustawić, zawodnicy nigdy z własnej intencji (czyt.
z braku odpowiedniego skryptu) nie szukają sobie dogodnej pozycji. Wszystkie
akcje, zarówno te środkiem boiska jak i oskrzydlające, są bliźniaczo podobne.
Należy jak najszybciej to zmienić, bo ile razy można w ten sam sposób przerywać
akcję przeciwnika i jak długo można patrzeć na sztywno trzymających się swoich
pozycji piłkarzy obu jedenastek? Mimo to pewne postępy w stosunku do ostatniej
FIFY są, ale bardzo nieznaczne.
W szatni
Menu opcji meczowych nie zmienia się od
lat. Oczywiście najbardziej interesuje nas nasza własna drużyna. Można więc
dokonać zmian kadrowych, formacji oraz wyznaczyć zawodników do wykonywania
stałych fragmentów gry. Dodano też mentalność piłkarzy, co ma związek z
ustawieniem naszych podopiecznych na boisku. Jeśli naszej drużynie nie idzie,
warto wprowadzić na plac zawodnika, który wniesie nieco ożywienia w szeregi
sterowanego przez nas teamu. Takim moim jokerem w reprezentacji Anglii jest
zawsze Kieron Dyer. Szybki, zwrotny, umiejący podać. Taki piłkarz to skarb,
prawdziwy złoty rezerwowy. Jednak gdy chcemy wprowadzić kogoś z ławki, musimy
się uzbroić w iście anielską cierpliwość. Zwłaszcza gdy czas gry mamy ustawiony
na np. 4 minuty, czyli jakiś krótki dystans. Może zlecieć nawet ¼ meczu, a my
wciąż nie możemy doczekać się zmiany. Jedyne dwa momenty, w których może się ona
dokonać, to gdy piłka przekroczy linie końcowe lub boczne boiska. Niestety,
nawet podczas faulu albo zdobycia bramki (a więc ewidentnych przerw w grze) nie
mamy możliwości wprowadzenia nowego gracza. Sytuacja ta jest szczególnie
uciążliwa, gdy na placu boju przebywa kontuzjowany zawodnik. Panowie z EA Sports
powinni pomyśleć nad zasadą fair play, która na piłkarskich boiskach stosowana
była już za czasów, kiedy o komputerach dopiero myślano (jeśli nie jeszcze
wcześniej). Niby taki szczegół, a jednak bardzo poprawiłby rozgrywkę.