Zmiany na lepsze czy gorsze?
Twórcy posłuchali fanów i nie poszli w ilość, lecz w jakość, więc w grze znajdziemy tylko 12 misji, ale za to bardzo rozbudowanych. Będziemy przemierzać bezkresne lody Syberii, zawitamy do angielskiej rodziny lordów, odwiedzimy rumuńskiego mięsnego barona w jego rzeźni, zwiedzimy też Francję. W każdej misji mamy do wykończenia co najmniej dwa cele i często musimy jeszcze coś zdobyć i wynieść ze sobą, co nie zawsze jest łatwe, bo nie wszystko mieści się w kieszeni. Zdarzy się nam nawet uwolnić kogoś po zabiciu oprawców. Klimat w tej grze jest nienaganny: ciemno, ponuro, mokro. O wiele mroczniej niż w poprzedniej części. Większość misji odbywa się w nocy, często w strugach deszczu, co ułatwia naszemu pupilowi przedarcie się przez patrole strażników i zbliżenie się do celu.
Niestety IO Interactive poszło chyba na łatwiznę, bo niektóre zadania są łudząco podobne do tych z poprzednich części gry, np. misja w parku, gdzie musimy zabić cel, którym jest przedstawiciel jednej z chińskich frakcji, różni się chyba tylko grafiką od tej samej w pierwszej części serii. Podobnie jest z zadaniem w hotelu, która też przypomina zlecenie z Codename 47.
Myślą, czy nie myślą?
Sztuczna inteligencja przeciwników stoi na wysokim poziomie. Lepiej unikać kontaktu wzrokowego i bliskich spotkań trzeciego stopnia, gdyż, jeśli strażnikowi coś się nie spodoba w naszym wyglądzie, to niestety nie pozostanie nam nic innego, jak szybko go uciszyć brudząc trochę ściany i podłogę. Jeśli jednak nie uda nam się go wyeliminować na czas, lub zrobimy to za głośno, to w kilka chwil zlecą się inni ochroniarze i wtedy nie pozostaje nam nic innego, jak zabić ich wszystkich (brudząc sobie garnitur) lub zrobić load game.
Hitman w lustrze, czyli co nowego w grafice
Świetną grafikę zawdzięczamy silnikowi z poprzedniej części gry, użytym we Freedom Fighters, dzięki czemu w Hitman: Contracts możemy cieszyć się tak rozbudowanymi lokacjami. Dodano też obsługę najnowszych kart graficznych, zoptymalizowano silnik, aby pomimo renderowania tła i postaci, generowania odbić w czasie rzeczywistym oraz używania różnego rodzaju filtrów, gra chodziła dobrze już na średniej klasy komputerze. Ulepszono też fizykę postaci, dzięki czemu nasze ruchy są bardziej płynne, a ciągnięte przez nas trupy zachowują się jeszcze bardziej realistycznie.
Budowanie napięcia – rzecz ważna
Ścieżka dźwiękowa do Hitman’a znów została skomponowana (przez znanego już z poprzednich części gry) Jasper’a Kyd’a. Dzięki odpowiednio budującej napięcie muzyce, możemy jeszcze lepiej wczuć się w rolę kata. Kiedy skradamy się, jest ona bardzo cicha i spokojna, kiedy zostaniemy nakryci przyśpiesza i… i już nie mamy czasu jej słuchać, bo musimy uciekać póki nie zlecą się wszyscy strażnicy. Muzyka bardzo dobrze pasuje do kolejnych lokacji, tworząc niepowtarzalny klimat.
A na deser?
Co tu dużo mówić – fani gry na pewno się nie zawiedli, a tych co dopiero ją poznali, na pewno zachęci do powrotu do poprzednich części, zanim pojawi się kolejna. Produkcja ta spełniła oczekiwania graczy i nadal jest tą jedyną w swoim rodzaju skradanką z elementami zabijania. Contracts jest mroczne, klimatyczne – tak jak można było oczekiwać.
Zabrakło co prawda trybu mulitplayer, ale może to i dobrze, bo nie wyobrażam sobie jak mogłaby wyglądać rozgrywka w grze takiej jak Hitman, choć niewykluczone, że w kolejnej części taka opcja się pojawi.
W grę naprawdę warto zagrać, chociażby dla świetnego klimatu. A ja już nie mogę się doczekać kolejnej części ociekających krwią przygód agenta 47 i mam nadzieję, że Hitman 4 będzie jeszcze lepszy od swoich poprzednich braci.